czas cudów

Boże Narodzenie ubiegłego roku…

wieczór….

Tak bardzo mi źle…

nie widzę Bożej Dzieciny narodzonej w stajence, nie czuję radości bijącej z Betlejem, nie mam nadziei na lepsze jutro…

Wszystko straciłam, mój świat runął, a fundamenty mojego życia mocno się zachwiały. Nie mam pracy, pieniędzy, nikt nie docenia tego, jak bardzo chcę pracować, bo to praca daje mi poczucie wartości. Tylko praca mi została, trzymałam się jej kurczowo jak rozbitek tratwy na rozhulanym sztormem morzu, a w końcu także jej zostałam pozbawiona.

Kiedyś znałam swoją wartość, pomimo licznych kompleksów czułam, że coś sobą reprezentuję, że mogę dać coś z siebie innym.

On wszystko mi zabrał: radość życia, przyjaciół, pewność siebie i moją wartość. Jego słowa raniły jak sztylet, Jego zachowanie powodowało, że zamykałam się w sobie z każdym dniem coraz bardziej. Budowałam misterną skorupkę, w której chowałam się coraz głębiej…

Nie czuję już nic, leżę z wzrokiem wbitym sufit, zastanawiając się czy ktokolwiek by zauważył gdybym nagle zniknęła… Może prościej dla wszystkich byłoby, gdyby mnie nie było… Nie próbuję tego sprawdzić tylko dlatego, że jestem tchórzem by to sprawdzić. Nawet tego nie potrafię … Skończyć z sobą…

W tej chwili beznadziei, w dniu gdy narodził się Bóg głoszący dobrą Nowinę, dociera do mojej świadomości dźwięk dzwoniącego telefonu. Ostatkiem sił odnajduję komórkę i odruchowo odbieram połączenie. Nie padło żadne słowo przywitania… Jednak do moich otępiałych zmysłów docierają słowa kolędy, którą zacząłeś śpiewać:

Cicha noc, święta noc
Pokój niesie ludziom wszem,
A u żłóbka Matka święta
Czuwa sama, uśmiechnięta,
Nad Dzieciątka snem,
Nad Dzieciątka snem…

Nie umiem wytłumaczyć, co się wtedy stało. Dlaczego właśnie w tym momencie zadzwoniłeś, ale wiem jedno. Ten jeden telefon odmienił całe moje życie. W tej chwili zrozumiałam jedno: Muszę żyć!Chcę żyć! I chciałabym, żebyś wiedział, ze to dzięki Tobie!

Dziś z perspektywy czasu wiem, że Boże Narodzenie to magiczny czas cudów. Dziś jestem szczęśliwa, spełniam marzenia, osiągam sukcesy, żyję pełnią życia!

Za kilka dni znów będzie ten magiczny czas, z radością go oczekuję :)

moje małe Boże Narodzenie

Cisza… tylko za oknem słychać odgłosy ulicy, zdenerwowani ludzie trąbią na siebie w autach stojących w długich korkach, słychać posapywanie ciężarowych samochodów i szum deszczu przelewający się po drodze. Siedzę sama w pustym pokoju, przede mną walają się sterty papierów, którymi jeszcze dzisiaj musze się zająć. Próbuję ogarnąć kilka rzeczy naraz tylko po to, by wyjść z pracy punktualnie o 15. Nagle z dołu docierają do mnie odgłosy dziecięcego śmiechu. W sumie to nic dziwnego w miejscu, gdzie na metr kwadratowy przypada kilkoro dzieci.

W jednej chwili w mojej głowie rodzi się myśl – narodziny każdego z nich, dla ich rodziców były małym Bożym Narodzeniem. Dociera do mnie, że pośpiech dnia codziennego, gonitwa za niewiadomo czym, szybkie tempo życia i konsumpcyjne podejście do niego, nie prowadzą do niczego dobrego. Gonisz całe życie za tym co wszyscy, bo w końcu trzeba wziąć udział w wyścigu szczurów i kiedy najmniej się tego spodziewasz w Twoim życiu zdarza się coś, co powoduje, że nagle zatrzymujesz się w półkroku. Czujesz się wdeptana/wdeptany w chodnik i nie wiesz co zrobić dalej. Może nie warto zastanawiać się nad sprawami, nad którymi i tak nie mamy kontroli, może trzeba zmienić taktykę wobec życia z mieć na być?

Po co nam kolejny drogi prezent, po co piąte ciasto czy naste danie wigilijne? Jak znam życie i tak duża cześć tego, co teraz tak pieczołowicie przygotowujemy do jedzenia po świętach, wyląduje w koszu, a my po kilku dniach siedzenia w kuchni, podczas kolacji wigilijnej będziemy tak zmęczeni, że będziemy myśleć tylko o tym, by móc się w końcu położyć spać.  W czasie Bożego Narodzenia spróbujmy zbliżyć się do drugiego człowieka, spróbujmy  wybaczyć krzywdy, zapomnieć to, co złe? Może warto kolejny raz zaryzykować? Nie bać się swojej naiwności i iść za głosem serca a nie rozumu. Niech w tym świątecznym okresie rządzą emocje, te dobre: miłość, przyjaźń, radość a zimne kalkulacje zostawmy na resztę roku.

Życzę wszystkim nie tyle pięknego wigilijnego stołu, co bliskich wokół niego, nie drogich prezentów, lecz czasu poświęconego najbliższym i przez najbliższych, chwili zadumy nad wydarzeniami z Betlejem sprzed ponad 2000 lat i miejsca w naszych domach dla nowonarodzonego Dzieciątka.

Wesołych Świąt !