Ach gdybym umiał …

ach gdybym umiał zrozumieć do końca

czym tak naprawdę powinna być  miłość…

czy tylko chwilą, po której przyjdzie

serce z podłogi pozbierać…

czy może szeptem, po którym

uznam, że w życiu nie mógł się wydarzyć.

a może statkiem, który dobija

do brzegu po mimo najcięższej burzy?

może motylem co barwą zachwyca,

zachwycę Ciebie, siebie i Jego by Mi  nie kazał

na nowo szukać,

bym już nie musiał z tłumu wybierać.
A może jak pierwszy mroźny poranek.

skujesz me serce i w głaz przemienisz,

by nigdy więcej nie czuć -

że inny na rożen chce je zanieść….

ile bym oddał byś była wiatrem,

który w nastrojach może przebierać!

byś była mgiełką, za która tęsknie.

byś była powiewem, która orzeźwia!

byś miała siłę, która mnie zmieni!

byś była potęgą przed którą klęknę…

byś była tym bez czego więcej nie będę umiał

z ziemi się pozbierać!!!

W inności tkwi siła

Jaka siła jest w inności….

Ja wulkan wybuchający czasami bez powodu… On oaza spokoju

Ja poukładana … On nie zawsze gotowy na spotkanie z rzeczywistością

Ja wieczna optymistka z prześwitami realizmu… On realista z odcieniami optymizmu

Ja szalona, pędząca za marzeniami….On spokojny skupiony na tym co tu i teraz

Ja potrzebuję tysiąca kartek, notesów, kalendarzy, żeby uporządkować swój czas

On nie potrzebuje tej sterty makulatury, w końcu zapominanie też jest fajne

Ja pedantyczna, choć pracuję nad tym :)

On bałaganiarz, choć robi postępy

Ja kocham poezję, literaturę … On nie cierpi poezji i literatury

Ja nie cierpię durnych programów typu “Jak, to jest zrobione”… On uwielbia te wszystkie dziwne programy”

Ja mówię za, nim pomyślę… On pomyśli, pomilczy i może powie

Ja nie umiem zrobić pompki, choć ćwiczę regularnie

On robi ją bez problemu, choć nie ćwiczy prawie wcale

Pewnie jeszcze więcej tych różnic mogłabym przytoczyć…

A może właśnie już nie, może reszty już nie dostrzegam.

A może, ta reszta już nie istnieje ?

Nie ma idealnych małżeństw, dwóch kopi, idealnych połówek.

My wcale nie jesteśmy idealni, nawet nie wiesz jak potrafi iskrzyć…

Ale, czy to mi przeszkadza…? Nie!!! Bo wiem, że kocham mojego bałaganiarza, choć w danym momencie, gdy widzę kolejną lądującą parę skarpetek na podłodze, które w żaden sposób magicznie do kosza z brudną bielizną się nie teleportują to mnie nosi!

tak nosi mnie i wydzieram się, że ma w końcu się nauczyć je tam umieszczać.

Ale ja lubię to moje wydzieranie, bo to wszystko, co wymieniłam to pierdoły.

Drobiazgi, które imitują tylko problemy…

Ale, jeśli chodzi o fundamenty to nagle tworzy się całość.

Zaufanie, wierność to kwestie na jakie nie mamy innych poglądów. To nasze priorytety, których się trzymamy. To nasz kapitał. I nie muszę przeszukiwać jego telefonu , wiadomości, maila …., bo wiem, że nic tam nie ma. I wiem, że mogę mu ufać tak jak dziecko ufa rodzicom, że przy nich jest bezpieczne. Bo i on może mi tak ufać.

Nie muszę codziennie krzyczeć, że kocham ani bezgranicznie topić się w jego spojrzeniu. Czasami przez cały dzień się nie widzimy, a w końcu jak mamy czas dla siebie to siedzimy przyklejeni do komputerów i dalej zajmujemy się swoimi sprawami.
Pewnie uznasz, że głupie… ok… Może, ale wiem, że to nasze, nie robione na siłę. Czasami miniecie z, nim w łazience po wcześniejszej walce o wejście do niej pierwszą wystarczy, by czuć się kochaną!!

Więc nie silę się na coś, co wypada, co trzeba, co jest modne.

Robię co czuję, na co mam ochotę, co płynie ze mnie

I wiesz co kocham i czuję, że jestem kochana !!!

zatem chyba brak recepty, jest paradoksalnie tą najlepszą :)