Roma – rzymska opowieść polskiej dziewczyny cz.II

7.30 rano, kolejnego dnia w Rzymie. Szybki prysznic, słodkie śniadanie, które było w cenie noclegu i składało się z tostów, francuskich rogalików, bułeczek, domowej pomarańczowej konfitury, twarogu, żółtego sera, owoców, jogurtów i obowiązkowej kawy i herbaty. I po godzinie stanęłam przed Coloseum. Bilety kupiłysmy kilka tygodni wcześniej przez Internet, unikając w ten sposób stania przynajmniej kilkudziesięciu minut w kolejkach do kas biletowych. Nasz dwudniowy bilet upoważniał nas do zwiedzenia Coloseum, Forum Romanum i Palatyn i kosztował 12 euro.

14457503_1188817327860083_4275289792877412369_n14470629_1188817267860089_6394331256939158836_n

Coloseum to prawdziwa wizytówka i symbol Wiecznego Miasta zbudowana za rządów cesarza Wespazjana w latach 72-79. Oparła się katastrofom, wojnom i złodziejom bloków trawertynu, z którego powstała. Koloseum składało się z areny, czyli drewnianej podłogi pokrytej kilkucentymetrową warstwą piasku, która była wyjątkowo duża (86 na 54 metrów) i doskonale widoczna z każdego miejsca amfiteatru. Arena przykrywała skomplikowaną podziemną strukturę nazywaną hypogeum (dosłownie „podziemie”). Niewiele do dzisiejszego dnia zachowało się z oryginalnej areny, jednak hypogeum jest wciąż widoczne. Konstrukcja składała się z dwóch poziomów, poprzeplatanych wieloma tunelami i przejściami. Tam też znajdowały się klatki, w których przetrzymywano gladiatorów oraz zwierzęta, które następnie wypuszczano na arenę specjalnymi wyjściami. Istniały także specjalne platformy (hegmata), które umożliwiały wwiezienie większych zwierząt (np. słonie) na arenę. Całehypogeum przepełnione było wieloma mechanizmami, które umożliwiały transport klatek na poziom gruntu lub nawet błyskawiczne zalanie areny wodą, którą sprowadzono pobliskim akweduktem. Wokół areny było podium (suggestum), na którym mieścił się tron imperatora oraz miejsca dla jego rodziny, senatorów oraz westalek. Siedziska senatorów okrążały boks cesarza i często złożone były z przyniesionych przez senatorów krzeseł. Kolejny poziom (maenianum primum) stanowiony był przez nobilów (nie piastujący funkcji senatora) oraz ekwitów. Następnie w maenianum secundum zasiadali zwykli obywatele Rzymu – Plebejusze. Zorganizowane były także specjalne sektory dla poszczególnych grup społecznych: chłopców z nauczycielami, żołnierzy na przepustkach, zagranicznych oficjeli, skrybów, kapłanów i innych. Marmurowe oraz kamienne siedzenia przeznaczone były dla obywateli i nobilów, którzy prawdopodobnie przynosili ze sobą poduszki. Najbardziej odległe miejsca (ok. 50 metrów nad sceną) zajmowały kobiety, niewolnicy i biedota. W razie deszczu bądź silnego słońca istniała możliwość przykrycia całej widowni specjalnym wielkim wodoodpornym płótnem(velarium), rozpościeranym za pomocą lin. Wielki materiał zasłaniał 2/3 areny, a za jego rozpostarcie odpowiedzialni byli marynarze z Misenum, których tymczasową siedzibą był Castra Misenatium. I mimo, iż nie ma żadnych dowodów na to, by w Koloseum miały odbywać się masowe mordy na chrześcijanach, ponieważ pierwsze informacje o tym fakcie pojawiają się dopiero w XVII wieku, to miałam gęsią skórkę, gdy uświadmoiłam sobie o ilości przelanej tam krwi. Bezsprzecznym natomiast jest fakt, iż w czasie przerw pomiędzy walkami gladiatorów dokonywano egzekucji skazańców, nieraz w wymyślny i krwawy sposób. Koloseum było wykorzystane do organizacji zarówno walk gladiatorów jak i innego rodzaju widowisk oraz wydarzeń. Munera, były zawsze organizowane przez prywatne osobistości. Miały one silny wydźwięk religijny, a miały na celu uświetnienie dobrego imienia rodziny oraz nadanie prestiżu jej członkom.

Innym typem igrzysk było polowanie na dzikiego zwierza – venatio. W czasie tego wydarzenia przez arenę przewijało się wiele najróżniejszych stworzeń, sprowadzanych chociażby z Afryki, Europy Wschodniej czy Bliskiego Wschodu. Handlarze przywozili nosorożce, hipopotamy, słonie, żyrafy, tury, żubry, lwy, pantery, leopardy, niedźwiedzie, tygrysy kaspijskie, krokodyle czy strusie czerwonoskóre.

14479746_1188817547860061_8525598136516806106_n

Z Coloseum udałyśmy się do Forum Romanum, który w wolnym tłumaczeniu oznacza Rynek Rzymski, zwany też Forum Magnum (czyli Wielkim) i jest najstarszym placem w Rzymie i chyba najsławniejszym na świecie. Forum Romanum leży pomiędzy siedmioma wzgórzami Kapitolem, Palatynem, Celiusem, Eskwilinem, Wiminałem i Kwirynałem. W czasach starożytnych był to główny polityczny, religijny i towarzyski punkt miasta. Tutaj miały miejsce najważniejsze uroczystości starożytnego Rzymu.

Historycy twierdzą, że był to teren podmokły, który po osuszeniu stał się miejscem publicznych zgromadzeń. Zbudowano tu potem takie obiekty jak kuria, mównica (Rostra), świątynia Westy i dom westalek, świątynie Saturna, Dioskurów, Zgody, a także budynek Regii – siedzibę najwyższego kapłana oraz archiwum (Tabularium).

Forum Romanum zyskało też Świątynię Boskiego Juliusza (Templum Divii Iulii), Wenus i Romy, Wespazjana, Antoniusza i Faustyny oraz łuk triumfalny cesarza Augusta. Wokół tworzono też inne fora, takie jak Forum Cezara, największe ze wszystkich Forum Trajana, Forum Augusta, Forum Wespazjana oraz Forum Nerwy. Pełniły one funkcje handlowe, rozrywkowe i reprezentacyjne.

Niestety najprawdopodobniej w wyniku trzęsienia ziemi w 851 roku teren uległ zniszczeniu, a późniejsze zaniedbania spowodowały, że teren ten służył za miejsce łatwego pozyskiwania budulca do innych obiektów a później stał się pastwiskiem i targiem bydła.

Ogrom ruin Forum Romanum na początku mnie przytłoczył. Mój mózg nie mógł ogarnąć piękna i potęgi architektury tamtych czasów. Jednak z każdym kolejnym krokiem otwierałam się coraz bardziej na chęć przeniesienia się w czasy Imperium Romanum. Mnogość języków i narodowości osób, które razem z nami spacerowały ścieżkami powodowały, że chciało się być częścią tej multikulturowej społeczności. Również pogoda potęgowała efekt wow – piękne bezchmurne niebo i świecące słońce zachęcały do zapisania tych chwil w przestrzeni zdjęć.

DSCN9332DSCN9350

Na koniec nie ma co ukrywać pięknego, ale trudnego pod względem wysiłku fizycznego zawędrowałyśmy na Wzgórze Palatyńskie, które uznawane jest kolebką cywilizacji rzymskiej. To tutaj zgodnie z tradycją Romulus miał założyć swoją siedzibę i tu rozpoczęła się historia miasta i Cesarstwa Rzymskiego.

Badania archeologiczne potwierdziły, że na Palatynie mieściła się najstarsza osada rzymska zwana Roma quadrata. Według legendy, to tu – w grocie Lupercal – wilczyca miała wykarmić Romulusa i Remusa.

Od nazwy Palatyn, która wywodzi się od imienia bogini pasterzy Pales, bierze się nazwa „pałac”. Miejsce to zyskało sławę siedziby książęcych domostw już za czasów rzymskich. Na wzgórzu znajdowały się m.in. świątynia Wiktorii, świątynia Jowisza Statora, pałac Domicjana, pałac Septimusa Sewera, a także najstarszy pałac Domus Augustiana wraz z jego częścią zwaną Domem Liwii od imienia małżonki Augusta (Casa di Livia). W tym ostatnim znajdują się imponujące malowidła ścienne oraz mozaikowa posadzka. Do dziś budowle otoczone piękną roślinnością tworzą idealne warunki do spacerowania, w dzięki ukształtowaniu terenu miejsce to jest idealnym miejscem widokowym na Antyczną część miasta. Po tak męczącym dniu pizza w jednej z najlepszych pizzerii Rzymu Pizzeria da Bafetto, smakowała jak przysłowiowe niebo w gębie.

Wieczorem wybrałyśmy się pospacerować po mieście i nogi poniosły nas najpierw do czterech fontann, nazywanych Quattro Fontane, a stamtąd do chyba najsłynniejszej fontanny Rzymu – Fontanny di Trevi. Quattro Fontane to cztery oddzielne fontanny znajdujące się na czterech kamienicach znajdujących się na skrzyżowaniu ulicy o tej samem nazwie. Do dziś nie wiadomo, kto zaprojektował posągi, podobno był to Pietro da Cortona, ale nie ma 100% pewności. Szkice były doskonałe, wykonanie dużo gorsze. Fontanny to dwie boginie i dwa bóstwa rzeczne wzorowane na podobnych posągach kapitolińskich.Najdumniejsza jest Junona – symbol siły – bogata kobieta z atrybutami władzy królewskiej: koroną i lwią głową. Odpoczywa sobie pod drzewem palmowym w towarzystwie gęsi, zapewne kapitolińskiej. Po drugiej stronie ulicy pod dębowym drzewem towarzyszy jej rozleniwiony Tyber, który trzyma w ręku róg obfitości pełen owoców. W XXwieku dodano wilczycę, wychodzącą z groty tak, aby łatwiej zidentyfikować Tyber. W kolejnym narożniku smacznie śpi Diana– symbol wierności – towarzyszy jej wierny pies. Trzyma w ręku trzy gruszki (identyfikowane z herbem rodowym Sykstusa V), a we włosach podobno ma ukryty półksiężyc. Czwarta fontanna to Arno – bóstwo uosabiające florencką rzekę, kryje się za nim lew (jest w herbie Florencji) i jest jednym z najbardziej zmęczonych posągów jaki widziałam ;). Niestety skrzyżowanie jest bardzo ruchliwe i trzeba bardzo uważać podczas robienia zdjęć.

DSCN9417DSCN9427

Idąc dalej czułyśmy, że z każdym kolejnym krokiem przybywało turystów, a wszystko za sprawą Fontanny di Trevi, jedno z najbardziej romantycznych miejsc Rzymu.
Fontanna Trevi to jedna z najpiękniejszych i najbardziej imponujących włoskich budowli wodnych. Ten niezwykły, barokowy wodotrysk mieści się na całej jednej ścianie pałacu Poli i ma 20 metrów szerokości oraz 26 metrów wysokości. Miejsce to jest pełne uroku nie tylko dzięki swym rozmiarom, ale także dzięki refleksom słonecznym na falującej tafli wody w niecce basenowej i pięknemu oświetleniu nocą.

DSCN9455

Centralną postacią fontanny jest Neptun zwany też Oceanem; na jego straży, po obu stronach stoją dwa trytony symbolizujące dwa odmienne nastroje morza- sztorm i ciszę morską. Na balustradzie stoją cztery statuy symbolizujące cztery pory roku, natomiast w niszach bocznych znajdujących się na poziomie boga Oceana umieszczono kobiece postaci reprezentujące alegorie Zdrowia i Obfitości. Woda spływa tarasami od wielkiego posągu Neptuna, wypływając przez nozdrza morskich koni do wielkiego basenu otoczonego schodami. Światową sławę Fontanna di Trevi zawdzięcza nie tylko niepowtarzalnemu urokowi i zwyczajowi wrzucania do niej pieniążków (jak wrzucisz jedną monetę zapewnisz sobie powrót do Rzymu, dwie – romans, a trzy – miłość), ale także szwedzkiej aktorce Anicie Ekberg, która w filmie Federica Felliniego La Dolce Vita (Słodkie życie) zażywała w niej nocnej kąpieli. Ta jedna z najsłynniejszych scen w dziejach kina znajduje wciąż wielu naśladowców. Jest to jednak surowo zabronione i karane wysokim mandatem, a przestrzegania tego zakazu pilnuje policjant z gwizdkiem, który upomina każdego, kto odważy się zanurzyć w wodzie choćby dłoń.

Będąc przy Fontannie di Trevi trzeba koniecznie zejść do jej niższego poziomu, bo dopiero tam można zobaczyć te tłumyturystów, które odwiedzają to miejsce. Ludzie siedzą wokół, śmieją się, piją i jedzą :) My również postanowiłyśmy zatrzymać się tam na dłużej, tym bardziej, że następnego dnia czekał nas odpoczynek nad morzem.

Nazajutrz ruszyłyśmy do Osti, która jest jedna z dzielnic Rzymu leżącą nad Morzem Tyreńskim. Ostia to ponad 14 km piaszczystych plaż (jest to szary, wulkaniczny piasek), zarówno publicznych, jak i prywatnych. Praktycznie każda wyposażona jest w bary i restauracje, a także przebieralnie oraz prysznice. Na każdej wypożyczyć również można leżaki oraz parasole. Co ważne, każda plaża w Ostii jest strzeżona przez ratowników.

DSCN9504DSCN9522

Najpopularniejszą plażą publiczną w Ostii jest wydmowa plaża Capocotta. Podzielona jest ona na kilka różnych stref, między innymi na kąpielisko dla rodzin, plażę nudystów i plażę dla miłośników zwierząt. Plaże prywatne w Ostii są jednymi z najdroższych plaż we Włoszech. Ceny za wypożyczenie leżaków i parasola wahają się od 15 EUR do nawet 25 EUR za dzień. Doliczyć do tego należy jeszcze opłatę za sam wstęp na plażę. My byłyśmy tam w połowie września i mimo że korzystałyśmy z plaży prywatnej, nie płaciłyśmy ani za leżaki ani za parasol :)

Mimo, że do plaży z centrum miasta jest około 30 km, odległość tę można bardzo łatwo pokonać korzystając z metra nadziemnego, a co najważniejsze, jeśli posiadamy bilet 72-godzinny, nie musimy kupować innego biletu. Kolejka zatrzymuje się co kilkaset metrów, nieopodal wejścia na plażę. Błogie nic nie robienie było balsamem dla obolałych od zwiedzania stóp, a szum morza pozwalał skutecznie odpocząć od wielkomiejskiego gwaru :) I mimo iż nadal uważam, że Bałtyk jest najpiękniejszym morzem na świecie, Morze Tyreńskie też miało swój urok, zwłaszcza w duecie z bardzo drobnym ciemnoszarym piaskiem, wyglądającym jak popiół, który bardzo chętnie wchodził wszędzie tak, gdzie nie był zapraszany ;)

Na ostatni dzień naszego pobytu w Wiecznym Mieście zostawiłyśmy sobie dwa miejsca: Pantheon i Bazylikę Santa Maria Maggiore.

DSCN9624

Pantheon to najwspanialsza i najsłynniejsza świątynia spośród świątyń poświęconych bogom panteonu rzymskiego na terenie dawnego Cesarstwa Rzymskiego. Ważna jest nie tylko z uwagi na ogrom i śmiałość konstrukcji, lecz także dlatego, że jest to jedyna wielka budowla starorzymska, jaka dotrwała do naszych czasów w całości. Dziś mieszczą się tutaj groby mistrzów renesansu takich jak Rafael, a także pierwszego króla Włoch Emanuela II i jego syna Umberta I.

14359206_1188819924526490_4825026561963935174_n14390623_1188819947859821_8144767431888653375_n

Świątynia poświęcona była siedmiu głównym bóstwom, zarazem ciałom niebieskim. Główną wnękę naprzeciw wejścia zajmował posąg Jowisza (Jupitera), w pozostałych mieścili się: Apollo (Słońce), Diana (Księżyc), Wenus, Merkury, Mars i Saturn. Wewnątrz znajdował się także ceremonialny ołtarz, gdzie zwierzęta były poświęcane i palone. Dym wydobywał się przez otwór w wierzchołku kopuły, zwany „wszystko widzące oko niebios”. Dziś Pantheon jest jednym z najpopolurniejszych miejsc w Rzymie, gdzie zakochani biorą ślub.

14469464_1188817167860099_1753804249350474004_n

Na sam koniec pobytu w Rzymie dotarłyśmy do kościoła Santa Maria Maggiore. Santa Maria Maggiore znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Świątynia jest nazywana również kościołem Matki Boskiej Śnieżnej, co związane jest legendą, według której w sierpniu 352 roku papieżowi Liberiuszowi ukazała się Matka Boska. Maryja nakazała, aby w miejscu, w którym następnego ranka spadnie świeży śnieg wznieść kościół. Legenda głosi, że śnieg znaleziono na jednym z siedmiu wzgórz rzymskich – Wzgórzu Eskwilin. Podobno plan kościoła został dokładnie wyznaczony przez zasięg śniegu. Każdego roku w sierpniu, w kościele Santa Maria Maggiore odbywa się uroczystość, której celem jest odtworzenie owego cudu. Podczas nabożeństwa, na zgromadzonych w kościele wiernych rozsypywane są z góry płatki białych róż.

14441000_1188820071193142_287979976881266717_n

Wnętrze bazyliki składa się z trzech szeroki i wysokich naw, przedzielonych kolumnami. Duże zainteresowanie wzbudza kasetonowy sufit, który pod koniec XV wieku został pokryty złotem z Nowego Świata, które przekazała królowa Izabela Katolicka. Z V wieku pochodzi mozaika nad łukiem tęczowym, która przedstawia sceny ze Starego i Nowego Testamentu. Z dużo późniejszego okresu pochodzi mozaika w absydzie, która ukazuje koronację Matki Boskiej i została wykonana przez Iacopa Torritiego w XIII wieku.
Z późniejszego okresu pochodzą również dwie kaplice znajdujące się po obu stronach transeptu. Po lewej stronie znajduje się kaplica Pawłowa (Capella Paolina), nazywana również kaplicą Borghese, zbudowana na polecenie papieża Pawła V. Pod posadzką znajduje się grobowiec, w którym spoczywają członkowie rodu Borghese, między innymi sam Paweł V i Klemens VIII. W kaplicy znajduje się ikona Salus Populi Romani, otaczana przez wiernych szczególnym kultem. Według tradycji jej autorem miał być sam Łukasz Ewangelista. To właśnie kopię tego obrazu podarował młodzieży Jan Paweł II podczas Światowych Dni Młodzieży i od tego momentu, obraz ten nieustannie wędruje po świecie.

14479660_1188820024526480_2783895101511120524_n

I choć bazylika zachwyca swym pięknem musiałyśmy spieszyć się na pociąg do Florencji, która była naszym kolejnym celem. To właśnie pociąg jest najszybszym i chyba najtańszym środkiem komunikacyjnym po Włoszech. Co ważne włoskie pociągi spóźniają się zdecydowanie mniej od polskich, są czyste i zadbane. My kupowałyśmy bilety z dużym wyprzedzeniem, korzystając z okresowych promocji. Udało się nam nawet raz jechać pierwszą klasą za całe 9 euro za bilet :) A jedzie się szybkimi pociągami typu Pendolino.

Co zapamiętam z rzymskiej przygody? Piękne zabytki, ciepłe morze, przepyszne jedzenie, wieczne gubienie się i sympatycznych mieszkańców, a to wszystko oddalone zaledwie 2 godziny lotu od Wrocławia czy Warszawy :)

Wrocław i Gdańsk, Gdańsk i Wrocław

Dwa nieomal przeciwległe miejsca na mapie Polski, dwa weekendy, mnóstwo sytuacji i przypadkiem poznanych osób. Dwa miasta, które łączy historia i zabytki: Gdańsk i Wrocław, Wrocław i Gdańsk.

Stolica Dolnego Śląska przywitała mnie niemiłosiernym upałem, żar lał się z nieba, asfalt topił się pod stopami, a wróble popijały drinki w cieniu kasztanowca ( te wróble to oczywiście efekt udaru cieplnego :P). Jak na powsinogę przystało porzuciłam auto na parkingu i ruszyłam w miasto korzystając  z komunikacji miejskiej. Jestem bowiem święcie przekonana, że tylko w taki sposób można poznać i zrozumieć miasto, w którym w danym momencie przebywam.

Lubię wtopić się w tłum, poczuć klimat danego miasta i poznać mentalność ludzi tam mieszkających, bo uwierzcie mi na słowo, że każde miasto ma swój specyficzny „mikroklimat”.  Pierwszym punktem na liście mojego kilkudniowego pobytu we Wrocławiu było Stare Miasto i słynna fontanna, którą inspirowałam się przez wszystkie lata studiów na architekturze krajobrazu. Są to pionowo ustawione szklane płyty, oblewane strugami wody i podświetlane od dołu. Postawienie fontanny wzbudziło wiele kontrowersji, gdyż inicjatywa była forsowana przez ówczesnego prezydenta miasta Bogdana Zdrojewskiego wbrew wojewódzkiemu konserwatorowi zabytków oraz historykom sztuki. Początkowo fontanna miała być zamontowana na 2 lata, ale istnieje do dziś. Na cześć pomysłodawcy obiekt nazywany jest „Zdrojem”, jednak złośliwi używają innych nazw: pisuar lub mydelniczka.

fontanna

Sam Rynek również mnie nie rozczarował. Klimatyczne knajpki, schludne ogródki piwne i restauracyjne czy odrestaurowane kamieniczki stwarzają przyjemną przestrzeń do odpoczynku. Niestety ceny wszędzie tam są dużo mniej przyjazne. Do teraz nie znalazłam sensownego wytłumaczenia na tak wygórowane ceny posiłków, drinków czy chociażby kawy. Ok. rozumiem, że właściciele lokali gastronomicznych i punktów handlowych z pamiątkami nastawieni są na turystów zza zachodniej granicy, ale jak wtedy wytłumaczyć fakt, że ceny w Gdańsku są dużo niższe? Jedyny duży plus, jeśli chodzi o ceny, to niskie ceny biletów tramwajowych czy autobusowych, które są dużo niższe niż te chociażby w Poznaniu.  Same rozkłady jazdy też są sensownie pomyślane, jednak nagminnym było, iż tramwaje odjeżdżały przed czasem.

Będąc we Wrocławiu trzeba koniecznie udać się do ZOO z afrykarium i do Ogrodu Japońskiego. Oba te miejsca znajdują się po przeciwnych stronach Hali Stulecia, dlatego też można się udać w oba te miejsca jednego dnia. Bilet wstępu do ZOO kosztuje 40 zł, a do Ogrodu Japońskiego 4 zł. Afrykarium to strzał w dziesiątkę. To unikatowy na skalę światową kompleks przedstawiający różne ekosystemy związane ze środowiskiem wodnym Czarnego Kontynentu. W 19 akwariach i basenach o pojemności niemal 15 000 000 l wody prezentowane są zwierzęta zamieszkujące plaże i rafę koralową Morza Czerwonego, rzekę Nil, krainę Wielkich Rowów Afrykańskich, głębię Kanału Mozambickiego, plaże Wybrzeża Szkieletów (Namibia) i Dżunglę dorzecza Kongo. Głębiny Kanału Mozambickiego, gdzie występują rekiny, płaszczki i inne duże ryby pelagiczne można podziwiać z podwodnego, akrylowego tunelu o długości około 18 m. Kolejna ekspozycja poświęcona jest  Wybrzeżu Szkieletów w Namibii, gdzie prezentowane są pingwiny oraz kotiki afrykańskie.

IMG_20150723_133512 IMG_20150723_133633 IMG_20150723_135646 IMG_20150723_135707

Rafa Morza Czerwonego to obecnie około 1 500 bajecznie kolorowych ryb oraz 1 200 sztucznych koralowców.

Mieszkańców Nilu reprezentują hipopotamy nilowe zwane również końmi rzecznymi, gdyż obserwując je pod wodą w ruchu łatwo zauważyć ich grację porównywalną do konia w galopie. Obok mieszkają niezwykłe mrówniki często mylone z mrówkojadami z Ameryki Południowej oraz wzbudzająca duże zainteresowanie kolonia golców – gryzoni, które swoim wyglądem i niezdarnością rozbrajają zwiedzających. Dalej znajdują się dwa akwaria z niezwykłymi rybami z endemicznych jezior Wielkich Rowów Afrykańskich – Tanganiki i Malawi. To jedna z najbogatszych kolekcji gatunków występujących tylko i wyłącznie w tych jeziorach, gatunków zagrożonych przede wszystkim działalnością człowieka. Na koniec spotykamy się z dikdikami, małymi antylopami. W strefie Afryki Wschodniej mieszkają również ptaki – cztery gatunki kaczek egzotycznych, ibisy i waruga. Do tego mamy tu dwa ośmiometrowe wodospady oraz rozsuwany latem dach. Z Afryki Wschodniej schodzimy do Kanału Mozambickiego, gdzie mieszkają rekiny, płaszczki i inne ryby. Kolejna kraina i zagrożony ekosystem, to Wybrzeże Szkieletów w Namibii, gdzie mieszkają pingwiny przylądkowe (tońce) i kotiki. Obserwować je można z dwóch miejsc – nad wodą oraz pod wodą, wystarczy przystanąć na trasie, a następnie zejść pod pokład statku. W podwodnym punkcie widokowym znajdują się również akwaria, gdzie mieszkają mureny, seleny czy rekin rogaty. W dżungli otaczającej rzekę Kongo mieszkają krokodyle i manaty – niezwykłe, roślinożerne ssaki zwane także syrenami. Dołączyły do nich cztery gatunki ptaków.  Resztę musicie zobaczyć sami :)Samo ZOO także jest bardzo praktycznie zaprojektowane, zwierzęta nie znajdują się za wysokimi ogrodzeniami czy na olbrzymich wybiegach, gdzie trudno je dojrzeć, ale podobnie jak to ma miejsce w Oliwie są dosłownie na wyciągniecie ręki zwiedzających.

Ogród Japoński to miejsce wyjątkowe, które powstało z podziwu dla japońskiej sztuki ogrodowej, a w jego tworzeniu brali udział specjaliści z Kraju Kwitnącej Wiśni. Historia tego miejsca liczy już ponad 100 lat i sięga roku 1913, kiedy w Hali Stulecia odbywała się impreza na wyjątkową skalę – Wystawa Światowa. Przez ostatnie stulecie  ogród przechodził liczne przemiany, jednak prawdziwie japońskiego charakteru nabrał dopiero po ostatnich renowacjach, pod koniec XX wieku. Dziś jest on kawałkiem żywej, orientalnej kultury w środku Europy, który pozwala docenić piękno oryginalnych, pochodzących z Japonii roślin. Do położonego w Parku Szczytnickim ogrodu zaglądają chętnie turyści z całej Polski i świata, a sami mieszkańcy Wrocławia uznają go za jeden z najładniejszych punktów w mieście. Uwielbiają go miłośnicy Japonii i jej kultury, cenią wielbiciele  sztuki projektowania ogrodów, lubią osoby poszukujące w głośnym, tłocznym mieście zakątków, gdzie można znaleźć ciszę, wytchnienie i nacieszyć się pięknem natury.

IMG_20150723_124654 IMG_20150723_123331 IMG_20150723_124506

Będąc w Centrum warto zobaczyć najwyższy w Polsce budynek mieszkalno – biurowy Sky Tower. Na jego szczycie jest punkt widokowy, z którego w pogodny dzień można podobno dostrzec Śnieżkę. Mnie osobiście cena 10 zł za sam wjazd na punkt widokowy skutecznie odstraszyła i darowałam sobie znikomą atrakcję.

Polskie_rekordy_naj_5956630

Za to każdemu polecam udać się wieczorem pod Pergolę, gdzie przy Hali Stulecia mieści się jedna z największych i najbardziej spektakularnych fontann w Europie. Setki wodnych strumieni tworzą ekran do wyświetlania animacji pokazów laserowych. Podczas spektakli z udziałem wody, kolorowych świateł i muzyki, Wrocławska Fontanna zamienia się w teatr wodny. Wrocławska Fontanna została uroczyście otwarta 4 czerwca 2009 z okazji dwudziestej rocznicy pierwszych wolnych wyborów w powojennej Polsce.

IMG_20150723_125236

Niestety Ostrów Tumski, reszta krasnali, rejs tramwajem wodnym czy kolejką linową muszą poczekać do września, kiedy kolejny raz mam nadzieję zawitać do Wrocławia, by dalej odkrywać jego piękno.

Będąc jeszcze we Wrocławiu naszła mnie myśl, by w tym roku wybrać się do Gdańska na Jarmark Dominikański. Tegoroczny trwa od 25 lipca do 16 sierpnia. To właśnie wtedy wielu Polaków przyjeżdża tradycyjnie do Gdańska. Legendarne święto kupców z całego świata gdańszczanie omijają jednak szerokim łukiem, a te kilka tygodni na przełomie lipca i sierpnia to dziś raczej powód miejskiej frustracji, a nie czas dobrej zabawy. Bo jarmark od lat zamienia się niestety w wielkie targowisko tandety i drożyzny. W tym roku to już 753 Jarmark i przez większość tego czasu był on dla Gdańska szeroko otwartym oknem na świat. Przez setki lat ściągali na niego kupcy z najodleglejszych zakątków. W czasach szarej komuny był szczególnie atrakcyjny, bo stawał się okazją, by zdobyć coś, o czym przez cały rok można było tylko pomarzyć. Podobnie było przez wiele lat po upadku żelaznej kurtyny. Historia Jarmarku Dominikańskiego jest piękna, ale teraźniejszość już niekoniecznie. Stale rozrastająca się strefa handlowa zalewa wszystko, co najbardziej tandetne. Wystarczy kilka chwil spędzonych na spacerze między setkami straganów, by odnieść dojmujące wrażenie, że Gdańsk na naszych oczach rozmienia na drobne jeden ze swoich najważniejszych atutów. Do walki z kiczem kilka lat temu stanęli dominikanie. Wraz ze świętem handlu organizują kulturalny festiwal „Dusza Jarmarku”. W założeniu miała być to oferta dla tych, którzy na Jarmark Dominikański trafili szukając czegoś więcej niż tanich klapek. Niestety z  roku na rok to oblicze gdańskiej imprezy jednak coraz mocniej zanika.

W tym roku na pierwszy plan wysuwają się tymczasem oscypki, krawaty, noże i rozliczne kosmetyki. Oscypki rzekomo góralskie, świeże i oryginalne. Tylko nie wiadomo, dlaczego dziewczyny, które je sprzedają czasem przyznają szczerze, że gór na oczy nie widziały, a i ich stroje jakby bardziej z gruzińskiego second handu niż Podhala. Krawaty jedwabne, hit jarmarku. Z Chin, więc na pewno żadnej sztuczności. Podobnie chińskie te ceramiczne noże, ale sprzedawca zapewnia, że niezniszczalne.

11836543_1115422448485885_937661602_o

Również nieswojo poczułam się w momencie, gdy chcąc wejść do Bazyliki Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny okazało się, że muszę kupić bilet wstępu. Może i kwota była niewielka, ale jakim cudem wejście do kościoła, który w dalszym ciągu czynnie spełnia funkcję miejsca kultu jest płatne i to w niedzielę?

Prawdziwy klimat jarmarku wciąż czuć jednak w bocznych uliczkach nad Motławą, które tradycyjnie zajmują sprzedawcy staroci tworząc tzw. pchli targ. Unikalne znaczki, militaria, i płyty gramofonowe, których często próżno szukać na aukcjach internetowych. To jest Jarmark Dominikański, który pokolenie moich rodziców pamięta jeszcze z dzieciństwa i wspomnień swoich rodziców, czy dziadków. Jarmark to też ci wszyscy kolorowi ludzie, którzy ściągają na te kilka tygodni nad morze, by nie tylko handlować. Od kapłanów ewangelizujących na swym straganiku, przez licznych kuglarzy i grajków, po starszego mężczyznę, który na jarmarku postanowił wytoczyć prywatna wojnę niemieckiej kanclerz ;)

By odpocząć od zgiełku Jarmarku z przyjemnością zanurzyłam palec stopy w Bałtyku. Tak, tak tylko jeden palec i to na moment, bo temperatura wody jest idealna, tyle tylko, że dla morsów. A na deser cos dla miłośników piękna w pigułce – Chełmno miasto zakochanych i tych poszukujących swojej drugiej połówki. Koniecznie musicie przynajmniej raz zgubić się w jego uliczkach, by poczuć to coś, co w sobie ma niezwykłego, coś co powoduje, że jeśli już raz tam trafisz chcesz tam wracać i wracać i wracać :)

klasztor 2OLYMPUS DIGITAL CAMERA11832072_1115423295152467_378416833_o