Werona – śladami nieszczęśliwej miłości i pięknej płyty

  Do Werony dotrzeć można z Peschiera del Garda pociągiem, bilet kosztuje trochę ponad 3 euro, a odległość tą można pokonać w około 30 minut. Pociągi regionalne jeżdżą bardzo często, co ważne przed wejściem do pociągu należy skasować bilet zakupiony w biletomacie. Oczywiście za pierwszym razem przypomniałam sobie o tym w połowie drogi i przez resztę czasu trzymałam mocno kciuki, by konduktor do nas nie doszedł ;)

Werona to jedyne miasto, o którym wcześniej niewiele czytałam, nie opracowywałam planu na jego zwiedzanie i nie analizowałam mapy. Wysiadłam na stacji Verona Porta Nova z jedną zadrukowaną kartką… tajemniczą kartką… a na kartce miałam ściśle określone wytyczne dotyczące zwiedzania miasta. Chcecie wiedzieć jak to się skończyło? Zapraszam do wspólnej wędrówki po Weronie :)

„Wychodząc ze stacji kieruj się na prawo i idź prosto aż do skrzyżowania. Przejdź na drugą stronę i idź cały czas prosto, mijając Porta Nuova, ul. Via Corso Porta Nuova i dojdziesz do Piazza Bra.”  Proste? Nie do końca – po 20 min marszu doszłam tyle, że do… Zamku Castelvecchio.

DSCN0131DSCN0130

Dziś znajduje się w nim muzeum miejskie i choć samo muzeum było tego dnia nieczynne, to zamek wraz z wyschniętą fosą, zwodzonym mostem i sąsiadującym z nim mostem Ponte Scaligero tworzy bardzo fajną przestrzeń do zapoznania się z średniowieczną historią miasta.

DSCN0134DSCN0162

Z mostu rozciąga się piękna panorama na Adygę i samą Weronę. Liczni turyści chętnie przystawali na nim na dłużej, po to by nacieszyć oczy pięknymi widokami i na własne oczy zobaczyć jak wygląda nagrywanie teledysku na brzegu rzeki. I mimo że most został zniszczony podczas wojny, szybko został odbudowany i dziś wygląda jakby wisiał nad rzeką od stuleci.

Idąc dalej wzdłuż rzeki należy skręcić i wejść w labirynt małych uliczek starego miasta, a nogi same zaprowadzą nas na Piazza dele Erbe. To jeden z głównych placów Werony, który otoczony jest średniowiecznymi kamieniczkami, wśród nich stoi Domus Mercatorum, XIV wieczna wieża Torre del Gardello , a także Casa Mazzanti, którego przepiękne malowidła ścienne najlepiej obejrzeć po zmroku, kiedy są pięknie oświetlone.

DSCN0170

Nad placem góruje 84-metrowa Torre dei Lamberti. Budowa średniowiecznej wieży zegarowej rozpoczęła się w roku 1172. Wśród tych średniowiecznych, zabytkowych budynków codziennie odbywa się targ warzywny, na którym od rana można kupić pyszne owocowe sałatki.

DSCN0178

A jak wiadomo nic nie smakuje lepiej od pysznych, soczystych owoców, które je się, siedząc na fragmentach term z czasów Cesarstwa Rzymskiego, z których zbudowana została fontanna Madonna Verona.

DSCN0179DSCN0181

Polubiłam to miejsce od pierwszego wejrzenia, czułam jakby czas się tam zatrzymał. Mogłabym tak przesiedzieć cały dzień obserwując ludzi wokół mnie. Trzeba było jednak pozwolić miastu, by pokazało mi w pełni swój urok.

DSCN0189

Idąc niespiesznie Via Mazzini w kierunku Piazza Bra nie mogłam nie skorzystać z okazji i zgodnie z wytycznymi na mojej tajnej kartce weszłam na chwile do sklepu marki Benetton, by obejrzeć zachowane tam fragmenty podłogi z czasów Impreium Rzymskiego. I od razu darowałam sobie udawanie bycia potencjalną klientką, bo zorientowałam się, że ów podłoga znajduje się w dziale męskim ;) Muszę przyznać, że to dziwne uczucie widzieć coś tak bardzo starego otoczone wieszakami z ubraniami.

Po chwili dochodzi się do pięknego placu, na którym stoi Werońska Arena. Ten jeden z największych rzymskich amfiteatrów został wybudowany w I w. n.e. , w którym do dziś wystawiane są największe światowe opery i organizowane koncerty największych gwiazd. Właśnie trwała próba do koncertu rockowego. Z zewnątrz Areda di Verona wygląda jak Coloseum. I choć ceny biletów na koncert raczej odstraszają, wszystkie rozchodzą się jak świeże bułeczki.

DSCN0183DSCN0192

Teraz kiedy w końcu dotarłam na Piazza Bra mogłam kontynuować zwiedzanie zgodnie z ustaloną trasą, na której kolejnym punktem był Dom Julii. Casa di Giulietta to chyba najsłynniejszy dom w Weronie. Wchodząc na dziedziniec domu możemy zobaczyć ścianę pełną miłosnych wiadomości, pozostawionych tutaj przez zakochanych turystów z całego świata.

DSCN0201DSCN0211DSCN0205DSCN0216

A sposoby na ich zaakcentowanie bywają przeróżne. Najpopularniejszym lepcem okazuje się tu guma do żucia, którą obklejone są nie tylko ściany ale także całe drzewa. Na dziedzińcu znajduje się posąg Julii zrobiony z brązu. Według przesądu, każdy kto chce mieć szczęście w miłości powinien dotknąć jej piersi. Zwiedzając dom można wejść na balkon, z którego książkowa Julia miała rozmawiać ze swym ukochanym Romeo. Słynny balkon został jednak dobudowany dopiero w 1935 roku. 

Zapewniwszy sobie szczęście w miłości mogłam ruszyć dalej swoim szlakiem, tym razem by posmakować tutejszego jedzenia. Na pierwszy ogień poszły lody :) „ Przechodzisz wzdłuż Piazza Erbe, skręcasz w prawo, idziesz do końca ulicy, aż dojdziesz do kościoła Sant’Anastasia, przed nim skręcasz w lewo i potem w prawo. Idziesz prosto aż dojdziesz do lodziarni Ponte Pietra.” Tak też postąpiłam i najadłam się pysznych lodów, a że widok na rzekę był piękny smakowały jeszcze lepiej.

DSCN0240 DSCN0243DSCN0256

Dostarczywszy organizmowi niezbędnych węglowodanów trzeba było pójść dalej: „ Idziesz dalej tą samą ulicą i dochodzisz do lokalu o nazwie Bar al Ponte, którego drzwi mają piękny czerwony kolor. Tam proszę usiąść na tarasie i zamówić Spritz Aperol.” Prawda, że plan z mojej kartki brzmi coraz lepiej? :) Co prawda tej jeden słynny stolik był zajęty, ale obok niego można też było wygodnie usiąść, wypić Aperola, zjeść orzeszki i czekać na wenę twórczą, w końcu jeden Artysta wybrał już to miejsce na zdjęcie okładkowe swojej płyty ;) Z tarasu rozciągał się przepiękny widok na Castel San Pietro.

DSCN0259 DSCN0274 DSCN0282DSCN0292

Warto przejść mostem Ponte Pietra na drugi brzeg Adygii, by wspiąć się wąskimi schodkami, ukrytymi między dwiema kamienicami na taras punktu widokowego, z którego rozpościera się piękna panorama na miasto i rzekę. Cień rosnących tam drzew i liczne ławeczki zachęcają, by zatrzymać się tam na dłużej z książką w ręku.

DSCN0319

Po uczcie dla ducha trzeba było zadbać o ciało ;) niestety mój punkt żywieniowy z kartki był zamknięty – chyba mój żołądek nie przyzwyczai się do sjesty ;) Jednak San Matteo Church Ristorante Pizzeria przy Porta dei Borsari obejrzałam z ciekawością. Fajny lokal, który funkcjonuje w nieczynnym kościele katolickim. W Polsce jednak taki widok to nadal rzadkość. Przy okazji można sobie obejrzeć Porta dei Borsari, która dawniej pełniła rolę głównej bramy miasta i prowadziła do Via Postumia. Brama ta jest wykonana z białego wapienia, ma dwa łuki, a powyżej podwójny rząd okien. Jej nazwa pochodzi od określenia bursarii, które oznaczało rzymskich funkcjonariuszy pobierających cło przy wwozie towarów do miasta. Na architrawie do dziś widoczny jest napis z ówczesną nazwą miasta: Colonia Augusta Verona.

Głodna już bardzo, chętnie wróciłam na Piazza delle Erbe, gdzie restauracyjne ogródki dawały przyjemny chłód, a zapach dobiegający z lokali dawał gwarancję pysznego jedzenia. Pasta, Aperol i cappuccino to był mój zestaw na ten dzień. Cholera tylko czemu wymyśliłam sobie, że chcę spróbować innego Aperola. Niestety nic nie dorówna tradycyjnemu pomarańczowemu trunkowi z Proseco i wodą gazowaną, bo to coś nowe wyglądało i smakowało jak nasz Ludwik. Bynajmniej nie ten XVI bardziej jak ten do mycia naczyń :P

Tak na poważnie Werona jest piękna. Ma turystom wiele do zaoferowania i mam cichą nadzieję, ze kiedyś jeszcze tam wrócę. Na wszelki wypadek słynna kartka leży dobrze schowana :) To taki Rzym w miniaturce, w którym nie ma pośpiechu, hałasu i tłumów ludzi. Miejsce idealne na kilkudniowy pobyt we Włoszech.

DSCN0342

 

 

 

Roma – rzymska opowieść polskiej dziewczyny cz.II

7.30 rano, kolejnego dnia w Rzymie. Szybki prysznic, słodkie śniadanie, które było w cenie noclegu i składało się z tostów, francuskich rogalików, bułeczek, domowej pomarańczowej konfitury, twarogu, żółtego sera, owoców, jogurtów i obowiązkowej kawy i herbaty. I po godzinie stanęłam przed Coloseum. Bilety kupiłysmy kilka tygodni wcześniej przez Internet, unikając w ten sposób stania przynajmniej kilkudziesięciu minut w kolejkach do kas biletowych. Nasz dwudniowy bilet upoważniał nas do zwiedzenia Coloseum, Forum Romanum i Palatyn i kosztował 12 euro.

14457503_1188817327860083_4275289792877412369_n14470629_1188817267860089_6394331256939158836_n

Coloseum to prawdziwa wizytówka i symbol Wiecznego Miasta zbudowana za rządów cesarza Wespazjana w latach 72-79. Oparła się katastrofom, wojnom i złodziejom bloków trawertynu, z którego powstała. Koloseum składało się z areny, czyli drewnianej podłogi pokrytej kilkucentymetrową warstwą piasku, która była wyjątkowo duża (86 na 54 metrów) i doskonale widoczna z każdego miejsca amfiteatru. Arena przykrywała skomplikowaną podziemną strukturę nazywaną hypogeum (dosłownie „podziemie”). Niewiele do dzisiejszego dnia zachowało się z oryginalnej areny, jednak hypogeum jest wciąż widoczne. Konstrukcja składała się z dwóch poziomów, poprzeplatanych wieloma tunelami i przejściami. Tam też znajdowały się klatki, w których przetrzymywano gladiatorów oraz zwierzęta, które następnie wypuszczano na arenę specjalnymi wyjściami. Istniały także specjalne platformy (hegmata), które umożliwiały wwiezienie większych zwierząt (np. słonie) na arenę. Całehypogeum przepełnione było wieloma mechanizmami, które umożliwiały transport klatek na poziom gruntu lub nawet błyskawiczne zalanie areny wodą, którą sprowadzono pobliskim akweduktem. Wokół areny było podium (suggestum), na którym mieścił się tron imperatora oraz miejsca dla jego rodziny, senatorów oraz westalek. Siedziska senatorów okrążały boks cesarza i często złożone były z przyniesionych przez senatorów krzeseł. Kolejny poziom (maenianum primum) stanowiony był przez nobilów (nie piastujący funkcji senatora) oraz ekwitów. Następnie w maenianum secundum zasiadali zwykli obywatele Rzymu – Plebejusze. Zorganizowane były także specjalne sektory dla poszczególnych grup społecznych: chłopców z nauczycielami, żołnierzy na przepustkach, zagranicznych oficjeli, skrybów, kapłanów i innych. Marmurowe oraz kamienne siedzenia przeznaczone były dla obywateli i nobilów, którzy prawdopodobnie przynosili ze sobą poduszki. Najbardziej odległe miejsca (ok. 50 metrów nad sceną) zajmowały kobiety, niewolnicy i biedota. W razie deszczu bądź silnego słońca istniała możliwość przykrycia całej widowni specjalnym wielkim wodoodpornym płótnem(velarium), rozpościeranym za pomocą lin. Wielki materiał zasłaniał 2/3 areny, a za jego rozpostarcie odpowiedzialni byli marynarze z Misenum, których tymczasową siedzibą był Castra Misenatium. I mimo, iż nie ma żadnych dowodów na to, by w Koloseum miały odbywać się masowe mordy na chrześcijanach, ponieważ pierwsze informacje o tym fakcie pojawiają się dopiero w XVII wieku, to miałam gęsią skórkę, gdy uświadmoiłam sobie o ilości przelanej tam krwi. Bezsprzecznym natomiast jest fakt, iż w czasie przerw pomiędzy walkami gladiatorów dokonywano egzekucji skazańców, nieraz w wymyślny i krwawy sposób. Koloseum było wykorzystane do organizacji zarówno walk gladiatorów jak i innego rodzaju widowisk oraz wydarzeń. Munera, były zawsze organizowane przez prywatne osobistości. Miały one silny wydźwięk religijny, a miały na celu uświetnienie dobrego imienia rodziny oraz nadanie prestiżu jej członkom.

Innym typem igrzysk było polowanie na dzikiego zwierza – venatio. W czasie tego wydarzenia przez arenę przewijało się wiele najróżniejszych stworzeń, sprowadzanych chociażby z Afryki, Europy Wschodniej czy Bliskiego Wschodu. Handlarze przywozili nosorożce, hipopotamy, słonie, żyrafy, tury, żubry, lwy, pantery, leopardy, niedźwiedzie, tygrysy kaspijskie, krokodyle czy strusie czerwonoskóre.

14479746_1188817547860061_8525598136516806106_n

Z Coloseum udałyśmy się do Forum Romanum, który w wolnym tłumaczeniu oznacza Rynek Rzymski, zwany też Forum Magnum (czyli Wielkim) i jest najstarszym placem w Rzymie i chyba najsławniejszym na świecie. Forum Romanum leży pomiędzy siedmioma wzgórzami Kapitolem, Palatynem, Celiusem, Eskwilinem, Wiminałem i Kwirynałem. W czasach starożytnych był to główny polityczny, religijny i towarzyski punkt miasta. Tutaj miały miejsce najważniejsze uroczystości starożytnego Rzymu.

Historycy twierdzą, że był to teren podmokły, który po osuszeniu stał się miejscem publicznych zgromadzeń. Zbudowano tu potem takie obiekty jak kuria, mównica (Rostra), świątynia Westy i dom westalek, świątynie Saturna, Dioskurów, Zgody, a także budynek Regii – siedzibę najwyższego kapłana oraz archiwum (Tabularium).

Forum Romanum zyskało też Świątynię Boskiego Juliusza (Templum Divii Iulii), Wenus i Romy, Wespazjana, Antoniusza i Faustyny oraz łuk triumfalny cesarza Augusta. Wokół tworzono też inne fora, takie jak Forum Cezara, największe ze wszystkich Forum Trajana, Forum Augusta, Forum Wespazjana oraz Forum Nerwy. Pełniły one funkcje handlowe, rozrywkowe i reprezentacyjne.

Niestety najprawdopodobniej w wyniku trzęsienia ziemi w 851 roku teren uległ zniszczeniu, a późniejsze zaniedbania spowodowały, że teren ten służył za miejsce łatwego pozyskiwania budulca do innych obiektów a później stał się pastwiskiem i targiem bydła.

Ogrom ruin Forum Romanum na początku mnie przytłoczył. Mój mózg nie mógł ogarnąć piękna i potęgi architektury tamtych czasów. Jednak z każdym kolejnym krokiem otwierałam się coraz bardziej na chęć przeniesienia się w czasy Imperium Romanum. Mnogość języków i narodowości osób, które razem z nami spacerowały ścieżkami powodowały, że chciało się być częścią tej multikulturowej społeczności. Również pogoda potęgowała efekt wow – piękne bezchmurne niebo i świecące słońce zachęcały do zapisania tych chwil w przestrzeni zdjęć.

DSCN9332DSCN9350

Na koniec nie ma co ukrywać pięknego, ale trudnego pod względem wysiłku fizycznego zawędrowałyśmy na Wzgórze Palatyńskie, które uznawane jest kolebką cywilizacji rzymskiej. To tutaj zgodnie z tradycją Romulus miał założyć swoją siedzibę i tu rozpoczęła się historia miasta i Cesarstwa Rzymskiego.

Badania archeologiczne potwierdziły, że na Palatynie mieściła się najstarsza osada rzymska zwana Roma quadrata. Według legendy, to tu – w grocie Lupercal – wilczyca miała wykarmić Romulusa i Remusa.

Od nazwy Palatyn, która wywodzi się od imienia bogini pasterzy Pales, bierze się nazwa „pałac”. Miejsce to zyskało sławę siedziby książęcych domostw już za czasów rzymskich. Na wzgórzu znajdowały się m.in. świątynia Wiktorii, świątynia Jowisza Statora, pałac Domicjana, pałac Septimusa Sewera, a także najstarszy pałac Domus Augustiana wraz z jego częścią zwaną Domem Liwii od imienia małżonki Augusta (Casa di Livia). W tym ostatnim znajdują się imponujące malowidła ścienne oraz mozaikowa posadzka. Do dziś budowle otoczone piękną roślinnością tworzą idealne warunki do spacerowania, w dzięki ukształtowaniu terenu miejsce to jest idealnym miejscem widokowym na Antyczną część miasta. Po tak męczącym dniu pizza w jednej z najlepszych pizzerii Rzymu Pizzeria da Bafetto, smakowała jak przysłowiowe niebo w gębie.

Wieczorem wybrałyśmy się pospacerować po mieście i nogi poniosły nas najpierw do czterech fontann, nazywanych Quattro Fontane, a stamtąd do chyba najsłynniejszej fontanny Rzymu – Fontanny di Trevi. Quattro Fontane to cztery oddzielne fontanny znajdujące się na czterech kamienicach znajdujących się na skrzyżowaniu ulicy o tej samem nazwie. Do dziś nie wiadomo, kto zaprojektował posągi, podobno był to Pietro da Cortona, ale nie ma 100% pewności. Szkice były doskonałe, wykonanie dużo gorsze. Fontanny to dwie boginie i dwa bóstwa rzeczne wzorowane na podobnych posągach kapitolińskich.Najdumniejsza jest Junona – symbol siły – bogata kobieta z atrybutami władzy królewskiej: koroną i lwią głową. Odpoczywa sobie pod drzewem palmowym w towarzystwie gęsi, zapewne kapitolińskiej. Po drugiej stronie ulicy pod dębowym drzewem towarzyszy jej rozleniwiony Tyber, który trzyma w ręku róg obfitości pełen owoców. W XXwieku dodano wilczycę, wychodzącą z groty tak, aby łatwiej zidentyfikować Tyber. W kolejnym narożniku smacznie śpi Diana– symbol wierności – towarzyszy jej wierny pies. Trzyma w ręku trzy gruszki (identyfikowane z herbem rodowym Sykstusa V), a we włosach podobno ma ukryty półksiężyc. Czwarta fontanna to Arno – bóstwo uosabiające florencką rzekę, kryje się za nim lew (jest w herbie Florencji) i jest jednym z najbardziej zmęczonych posągów jaki widziałam ;). Niestety skrzyżowanie jest bardzo ruchliwe i trzeba bardzo uważać podczas robienia zdjęć.

DSCN9417DSCN9427

Idąc dalej czułyśmy, że z każdym kolejnym krokiem przybywało turystów, a wszystko za sprawą Fontanny di Trevi, jedno z najbardziej romantycznych miejsc Rzymu.
Fontanna Trevi to jedna z najpiękniejszych i najbardziej imponujących włoskich budowli wodnych. Ten niezwykły, barokowy wodotrysk mieści się na całej jednej ścianie pałacu Poli i ma 20 metrów szerokości oraz 26 metrów wysokości. Miejsce to jest pełne uroku nie tylko dzięki swym rozmiarom, ale także dzięki refleksom słonecznym na falującej tafli wody w niecce basenowej i pięknemu oświetleniu nocą.

DSCN9455

Centralną postacią fontanny jest Neptun zwany też Oceanem; na jego straży, po obu stronach stoją dwa trytony symbolizujące dwa odmienne nastroje morza- sztorm i ciszę morską. Na balustradzie stoją cztery statuy symbolizujące cztery pory roku, natomiast w niszach bocznych znajdujących się na poziomie boga Oceana umieszczono kobiece postaci reprezentujące alegorie Zdrowia i Obfitości. Woda spływa tarasami od wielkiego posągu Neptuna, wypływając przez nozdrza morskich koni do wielkiego basenu otoczonego schodami. Światową sławę Fontanna di Trevi zawdzięcza nie tylko niepowtarzalnemu urokowi i zwyczajowi wrzucania do niej pieniążków (jak wrzucisz jedną monetę zapewnisz sobie powrót do Rzymu, dwie – romans, a trzy – miłość), ale także szwedzkiej aktorce Anicie Ekberg, która w filmie Federica Felliniego La Dolce Vita (Słodkie życie) zażywała w niej nocnej kąpieli. Ta jedna z najsłynniejszych scen w dziejach kina znajduje wciąż wielu naśladowców. Jest to jednak surowo zabronione i karane wysokim mandatem, a przestrzegania tego zakazu pilnuje policjant z gwizdkiem, który upomina każdego, kto odważy się zanurzyć w wodzie choćby dłoń.

Będąc przy Fontannie di Trevi trzeba koniecznie zejść do jej niższego poziomu, bo dopiero tam można zobaczyć te tłumyturystów, które odwiedzają to miejsce. Ludzie siedzą wokół, śmieją się, piją i jedzą :) My również postanowiłyśmy zatrzymać się tam na dłużej, tym bardziej, że następnego dnia czekał nas odpoczynek nad morzem.

Nazajutrz ruszyłyśmy do Osti, która jest jedna z dzielnic Rzymu leżącą nad Morzem Tyreńskim. Ostia to ponad 14 km piaszczystych plaż (jest to szary, wulkaniczny piasek), zarówno publicznych, jak i prywatnych. Praktycznie każda wyposażona jest w bary i restauracje, a także przebieralnie oraz prysznice. Na każdej wypożyczyć również można leżaki oraz parasole. Co ważne, każda plaża w Ostii jest strzeżona przez ratowników.

DSCN9504DSCN9522

Najpopularniejszą plażą publiczną w Ostii jest wydmowa plaża Capocotta. Podzielona jest ona na kilka różnych stref, między innymi na kąpielisko dla rodzin, plażę nudystów i plażę dla miłośników zwierząt. Plaże prywatne w Ostii są jednymi z najdroższych plaż we Włoszech. Ceny za wypożyczenie leżaków i parasola wahają się od 15 EUR do nawet 25 EUR za dzień. Doliczyć do tego należy jeszcze opłatę za sam wstęp na plażę. My byłyśmy tam w połowie września i mimo że korzystałyśmy z plaży prywatnej, nie płaciłyśmy ani za leżaki ani za parasol :)

Mimo, że do plaży z centrum miasta jest około 30 km, odległość tę można bardzo łatwo pokonać korzystając z metra nadziemnego, a co najważniejsze, jeśli posiadamy bilet 72-godzinny, nie musimy kupować innego biletu. Kolejka zatrzymuje się co kilkaset metrów, nieopodal wejścia na plażę. Błogie nic nie robienie było balsamem dla obolałych od zwiedzania stóp, a szum morza pozwalał skutecznie odpocząć od wielkomiejskiego gwaru :) I mimo iż nadal uważam, że Bałtyk jest najpiękniejszym morzem na świecie, Morze Tyreńskie też miało swój urok, zwłaszcza w duecie z bardzo drobnym ciemnoszarym piaskiem, wyglądającym jak popiół, który bardzo chętnie wchodził wszędzie tak, gdzie nie był zapraszany ;)

Na ostatni dzień naszego pobytu w Wiecznym Mieście zostawiłyśmy sobie dwa miejsca: Pantheon i Bazylikę Santa Maria Maggiore.

DSCN9624

Pantheon to najwspanialsza i najsłynniejsza świątynia spośród świątyń poświęconych bogom panteonu rzymskiego na terenie dawnego Cesarstwa Rzymskiego. Ważna jest nie tylko z uwagi na ogrom i śmiałość konstrukcji, lecz także dlatego, że jest to jedyna wielka budowla starorzymska, jaka dotrwała do naszych czasów w całości. Dziś mieszczą się tutaj groby mistrzów renesansu takich jak Rafael, a także pierwszego króla Włoch Emanuela II i jego syna Umberta I.

14359206_1188819924526490_4825026561963935174_n14390623_1188819947859821_8144767431888653375_n

Świątynia poświęcona była siedmiu głównym bóstwom, zarazem ciałom niebieskim. Główną wnękę naprzeciw wejścia zajmował posąg Jowisza (Jupitera), w pozostałych mieścili się: Apollo (Słońce), Diana (Księżyc), Wenus, Merkury, Mars i Saturn. Wewnątrz znajdował się także ceremonialny ołtarz, gdzie zwierzęta były poświęcane i palone. Dym wydobywał się przez otwór w wierzchołku kopuły, zwany „wszystko widzące oko niebios”. Dziś Pantheon jest jednym z najpopolurniejszych miejsc w Rzymie, gdzie zakochani biorą ślub.

14469464_1188817167860099_1753804249350474004_n

Na sam koniec pobytu w Rzymie dotarłyśmy do kościoła Santa Maria Maggiore. Santa Maria Maggiore znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Świątynia jest nazywana również kościołem Matki Boskiej Śnieżnej, co związane jest legendą, według której w sierpniu 352 roku papieżowi Liberiuszowi ukazała się Matka Boska. Maryja nakazała, aby w miejscu, w którym następnego ranka spadnie świeży śnieg wznieść kościół. Legenda głosi, że śnieg znaleziono na jednym z siedmiu wzgórz rzymskich – Wzgórzu Eskwilin. Podobno plan kościoła został dokładnie wyznaczony przez zasięg śniegu. Każdego roku w sierpniu, w kościele Santa Maria Maggiore odbywa się uroczystość, której celem jest odtworzenie owego cudu. Podczas nabożeństwa, na zgromadzonych w kościele wiernych rozsypywane są z góry płatki białych róż.

14441000_1188820071193142_287979976881266717_n

Wnętrze bazyliki składa się z trzech szeroki i wysokich naw, przedzielonych kolumnami. Duże zainteresowanie wzbudza kasetonowy sufit, który pod koniec XV wieku został pokryty złotem z Nowego Świata, które przekazała królowa Izabela Katolicka. Z V wieku pochodzi mozaika nad łukiem tęczowym, która przedstawia sceny ze Starego i Nowego Testamentu. Z dużo późniejszego okresu pochodzi mozaika w absydzie, która ukazuje koronację Matki Boskiej i została wykonana przez Iacopa Torritiego w XIII wieku.
Z późniejszego okresu pochodzą również dwie kaplice znajdujące się po obu stronach transeptu. Po lewej stronie znajduje się kaplica Pawłowa (Capella Paolina), nazywana również kaplicą Borghese, zbudowana na polecenie papieża Pawła V. Pod posadzką znajduje się grobowiec, w którym spoczywają członkowie rodu Borghese, między innymi sam Paweł V i Klemens VIII. W kaplicy znajduje się ikona Salus Populi Romani, otaczana przez wiernych szczególnym kultem. Według tradycji jej autorem miał być sam Łukasz Ewangelista. To właśnie kopię tego obrazu podarował młodzieży Jan Paweł II podczas Światowych Dni Młodzieży i od tego momentu, obraz ten nieustannie wędruje po świecie.

14479660_1188820024526480_2783895101511120524_n

I choć bazylika zachwyca swym pięknem musiałyśmy spieszyć się na pociąg do Florencji, która była naszym kolejnym celem. To właśnie pociąg jest najszybszym i chyba najtańszym środkiem komunikacyjnym po Włoszech. Co ważne włoskie pociągi spóźniają się zdecydowanie mniej od polskich, są czyste i zadbane. My kupowałyśmy bilety z dużym wyprzedzeniem, korzystając z okresowych promocji. Udało się nam nawet raz jechać pierwszą klasą za całe 9 euro za bilet :) A jedzie się szybkimi pociągami typu Pendolino.

Co zapamiętam z rzymskiej przygody? Piękne zabytki, ciepłe morze, przepyszne jedzenie, wieczne gubienie się i sympatycznych mieszkańców, a to wszystko oddalone zaledwie 2 godziny lotu od Wrocławia czy Warszawy :)