Każdy dzień to walka…

Każdy dzień to walka a bój jest zaciekły i toczy się non stop. Jedyne chwile wytchnienia przynosi mi sen. A czasem nawet i we śnie prowadzę tę walkę… walkę moich myśli… Miniony rok był niewątpliwie rokiem zmian. Co by było gdyby te zmiany się nie dokonały? Jakby wyglądało moje życie gdybym nadal budziła się rano i widziała jego twarz a nie biel nowej ściany? Czasami łapie siebie samą trwoniącą czas na takim rozmyślaniu… bo co to da, takie zastanawianie się? Raczej nic dobrego. Nic to nie zmieni a tylko wprowadza mnie w ten dziwny melancholiczny nastrój…

Paradoks… paradoks to chyba najlepsze słowo na opisanie roku 2015 i rzeczywistości, przynajmniej mojej, tej obecnej i mojego świata. Bo jak to możliwe, że można kogoś kochać tak szczerze ale czuć jakąś wewnętrzną ulgę słysząc, że nie będziemy już razem…? Takich paradoksów ostatnio doświadczam non stop, ale dzisiaj nie o nich… Zostanie singielka po tak długim czasie, to nie była największa zmiana jaka się wydarzyła w zeszłym roku. Największa zmiana zaszła w mojej głowie… a raczej zachodzi… bo nadal nie jestem pewna czy pojęłam o co tu tak naprawdę chodzi… po co to wszystko, po co się staramy i toczymy walkę każdego dnia… i dlatego, że dla mnie to nadal walka, widzę że chyba nadal nie do końca dotarłam gdzie mam być… ciągle odkrywam, szukam ale czuję, że te zmiany które ostatnio zaszły w moim życiu, i w mojej głowie, naprowadzają mnie na odpowiedni szlak. Że

pewnego dnia obudzę się i nie będzie już gonitwy myśli… nie będzie walki w mojej głowie i po prostu będzie jak ma być, dobrze… szczęśliwie… będę spełniona, pełna pasji  i miłości…

Rok 2015, a przynajmniej jego druga połowa, była dla mnie ważną lekcją… ale lekcją która nadal trwa.  W końcu zrozumiałam, że żeby mieć chociaż najmniejsza szansę na szczęście trzeba być szczęśliwym z samym sobą… i póki nie uwierzę w siebie i nie nauczę się przysłowiowego „kochać, lubić i szanować” samej siebie, nie znajdę szczęścia i nikt inny mnie też nie uszczęśliwi… a co najważniejsze, nie mogę oczekiwać, że bycie z kimś odwali ze mnie brudna robotę i jak na romantycznym filmie będę najszczęśliwszą kobietą na planecie trzymając jego rękę i patrząc mu w oczy 24h na dobę…  Jasne, nie ma nic bardziej uszczęśliwiającego niż bycie zakochanym…( w wzajemnością oczywiście) ale zakochanie przemija, a ludzka złożona istota na dłuższą metę potrzebuje czegoś innego, czegoś więcej… Teraz już, a w sumie dopiero teraz, to wiem.  Więc mam plan… w roku 2016 muszę się zakochać ale w samej sobie… Ale jak to zrobić? Jak mam odkryć samą siebie i wygrać tą bitwę moich myśli stojąc samotnie im naprzeciw..? Może jakiś paradoks pomoże mi to odkryć…

CDN

3 myśli nt. „Każdy dzień to walka…

  1. Myślę, że ludzkie życie właśnie na tym też polega, że człowiek musi toczyć różna walki: małe, duże, z innymi lub ze samym sobą. Wygrane dają satysfakcję, a przegrane czegoś uczą. Mam skłonność do analizowania tego, co robię, zastanawiania się jak mogłabym zrobić to lepiej, myślenia o tym, co było, co będzie, co jest, dlatego czasami po położeniu się do łóżka toczę bitwę w myślach i nie mogę zasnąć. Masz rację, że jeśli samemu siebie się nie pokocha, nie zaakceptuje to nie będzie się szczęśliwym. Długo tego do siebie nie przyjmowałam, ale sądzę, że faktycznie tak jest. Nie lubisz siebie – inni też cię nie polubią, bo wyczuwają to. Ile można słuchać, że jestem taka, taka i taka i chcę to zmienić, ale nie robię nic, by to uczynić. Ludzie nie chcą czegoś takiego ciągle słuchać, bo ich to denerwuje i w końcu odchodzą. Pozdrawiam
    L. B.

    • Dokładnie tak! Pozdrawim i życzę samych owocnych walk (tych wygranych jak i pozornie przegranych).
      magnatKA

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>