Klucz do szczęścia – Sekret – prawo przyciągania

Tak, moja zmiana zaczęła zachodzić od obejrzenia Sekretu (film powstał na podstawie książki Rhondy Byrne o tym samym tytule). I choć nigdy nie wierzyłam w tego typu literaturę czy filmy, stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia i warto spróbować, bo gorzej chyba i tak już nie może być. W czasie w którym obejrzałam sekret, dużo się działo w moim życiu, i psychicznie nie miałam siły stawić tym zmianom czoła i wykorzystać ich jako szanse na pozytywna zmianę. Było wręcz przeciwnie, nic mi się nie chciało, a moje myśli kołowały 100km na godzinę zadając mi te same bezsensowne pytania. Te same pytania i przygnębiające myśli krążyły po mojej głowie…i im bardziej miałam ich dosyć z tym większą silą wracały. I choć wiedziałam jak bezsensowne jest takie myślenie…nie mogłam się ich pozbyć…jakby zadręczanie siebie samej było nieuniknione.

Miałam ich tak szczerze dosyć… więc gdy dwie osoby które się nie znają w jednym tygodniu kazały mi obejrzeć Sekret (to znak od siły wyższej!) postanowiłam sprawdzić czy mi pomoże!

sekret

Sekret, opowiada o prawie przyciągania (the law of attraction). Według tego prawa nasze myśli to fale które wibrują na różnych częstotliwościach i to co nam się przytrafia, czy osoby które spotykamy na naszej drodze są odpowiedzią na te wibracje. Wibracje wokół nas dostosowują się do naszych myśli, wiec jeśli myślimy negatywne myśli, takie tez rzeczy przyciągamy do siebie. Np., Jeśli jesteśmy niezadowoleni ze swojej pracy często w naszej głowie przeżywamy te negatywne chwile, wmawiamy sobie jak nienawidzimy swojej pracy – takim myśleniem wysyłamy te negatywne wibracje i w rezultacie przyciągamy jeszcze więcej negatywnych wydarzeń do naszego życia. Według Sekretu, w takim momencie musimy przestać myśleć czego nie chcemy i wyobrazić sobie to czego pragniemy i jaką prace byśmy chcieli mieć, a wtedy pewnego dnia to się stanie. W pierwszej chwili, po usłyszeniu tej teorii pomyślałam jakie to głupie… przecież to nie takie proste… ale postanowiłam oglądać dalej.

W skrócie ujmując sekretem Sekretu i prawa przyciągania jest to, że przez myślenie pozytywnie i wizualizowanie tego czego naprawdę chcemy otwieramy się na nowe możliwości i wiemy do czego dążymy nie tracąc czasu i energii na to co nas dołuje i zniechęca do działania. Ale żeby Sekret zadziałał, nie możemy tylko siedzieć i myśleć pozytywnie, musimy tez działać w zgodzie z tymi myślami a wtedy sami zdziwimy się ile jest możliwe! Jeśli mi nie wierzycie, spróbujcie tej teorii w praktyce, przez tydzień i zobaczcie czy coś się zmieniło.

Patrząc 8 miesięcy wstecz, widzę dziewczynę, której niedługo stuknie 30ka a musi zacząć nowe życie… sama, z dala od rodziny, która nie ma pracy już tyle lat po studiach, która straciła co wydawało się być jej miłością życia; która wydała fortunę, i to jeszcze nie swoją na następne studia które wygląda na to nic nie zmienią bo jak tu skończyć pisać pracę magisterską gdy nawet niema się siły wstać z łóżka…

Patrząc 3 miesiące wstecz, widzę dziewczynę która choć nie pewna co przyniesie jutro („tak, mamo za chwilę kończę praktyki.. nie, nie wiem co z pracą…”) patrzy w przyszłość z nadzieją i nie zamartwia się niepotrzebnie o ‘a co będzie jutro’; Dziewczynę, która choć nienawidzi pisać, przed snem wmawia sobie „Napiszę tą prace ze spokojem, na czas i na dobrą ocenę!”  i dziewczynę, która choć nieśmiało, zaczyna wierzyć, że najlepsze jeszcze przed nią.

Patrząc na nią teraz, widzę dziewczynę w najlepszym okresie jej życia, nadal młoda ale już wie czego chce, i zna swoją wartość. Dziewczynę, która nie potrzebuje pierwszego lepszego faceta, który się nią zainteresuje żeby się czuła pełnowartościowa. Dziewczynę, która jest szczęściarą bo ma dwa domy (niektórzy nie mają żadnego miejsca na ziemi!), ten jej nowy tutaj, i rodzinny w Polsce. Dziewczynę która skończyła studia (tak! Napisała tą prace na czas i na dobrą ocenę), ma stała i dobrze płatna pracę (i to bez wysłania nawet jednego CV i przejścia rozmowy kwalifikacyjnej), plany na wakacje (rozmóki włoskie już kupione… uno due tre…) i wiele pomysłów na przyszłość. Dziewczynę która z wiarą patrzy w przyszłość bo WIE że najlepsze jeszcze przed nią.

Obejrzenie sekretu było dla mnie tylko początkiem, impulsem by zacząć myśleć inaczej. I nie zrozumcie mnie źle, Sekret to nie magiczna pigułka którą połkniesz i marzenia zaczną się spełniać. By prawo przyciągania działało w praktyce potrzebna jest ciężka praca w każdej chwili w której twoja świadomość jest przytomna. Ja ciągle się uczę jak myśleć pozytywnie, i jak pozbyć się negatywnych myśli… i tutaj raz jeszcze, w odpowiednim momencie odkryłam coś co pomaga mi codziennie toczyć tą walkę moich myśli… ale o tym następnym razem ;)

magnatKA

 

 

Dziś krótko, zwięźle i na temat: jak nie lubię jak ludzie nie odpisują mi na czas! Dziwne to czasy, że pomimo dostępu do sieci, telefonów komórkowych i całej reszty nowej technologii tak ciężko jest się z niektórymi osobnikami skontaktować. A jeszcze bardziej irytujące jest to, że i bez szklanej kuli wiem, że później będziemy wszyscy żałować , że wiadomość nie została odczytana na czas.

Ok wylałam swoją frustrację i mogę iść spać :)

Każdy dzień to walka cd – Wszystko powstaje w naszej głowie.

Ostatni rok nauczył mnie inaczej patrzeć na to co nam się przytrafia. Gdy na naszej drodze pojawiają się trudności, coś nam nie wyjdzie, pierwsze co nam pojawia się w głowie to złość i żal; „czemu to akurat mi się przytrafia? Dlaczego ja?” itp. Wszystko odbieramy bardzo osobiście, a często zachowanie innych, które nas tak rani, jest tylko przypadkowe i nie ma nic wspólnego z nami. Każdy przeżywa własne życie i widzi wszystko z innej perspektywy, i  często te raniące nas zachowania są zupełnie nieświadome … Ale o tym też nie dzisiaj.

Jeszcze parę miesięcy temu, wszystko musiałam mieć zaplanowane, przynajmniej na kilka kroków na przód, a każdy dzień bez takiej czystej wizji co stanie się następne napawało mnie niepokojem. Podstawówka, Gimnazjum, Liceum, później studia, jakieś praktyki i praca, trochę odłożyć, ślub, dzieci… W końcu o to chodzi w życiu, prawda? Żeby zakładać rodzinę i harować do wieczora żeby ją utrzymać. Ale gdy ten genialny plan utknął w miejscu, niewiedza co się stanie z moim życiem wpływała nie tylko na moja psychikę i poziom stresu ale i moje ciało. Mięśnie się spinały a brzuch protestował. To że nie możemy zmienić co nam się przytrafia nie miało znaczenia… tylko pogrążało moją bezsilność. Do tego zmartwione głosy rodziców „a co teraz zrobisz? Gdzie będziesz mieszkać? Jak się utrzymasz? Przynajmniej do tej pory ktoś ci pomagał, a teraz? Jesteś tam zupełnie sama!” wcale nie dodawały mi otuchy. Ale pewnego dnia, ktoś powiedział mi: ”może nie możesz kontrolować co ci się przytrafia, ale możesz zadecydować jak na to zareagujesz” i podesłał mi kilka linków do obejrzenia na YouTubie. I choć sceptycznie do nich podeszłam, stwierdziłam, ze warto je obejrzeć. Tym bardziej, że w ciągu tygodnia następna osoba poleciła mi obejrzeć ten sam film. I od tego momentu zaczęła się walka w mojej głowie.  Że też mogę zacząć inaczej spoglądać na rzeczywistość i zostawić za sobą żal, złość, smutek, niepokój i stres. Minęło już ponad pół roku, i wiem że nadal się uczę takiego spostrzegania świata ale już widzę efekty w samej sobie… a co więcej dostrzegam jak inni są pełni negatywnych myśli. Nauczyłam się, że paradoksalnie coś może boleć czy doprowadzać mnie do łez, ale jednocześnie czuję, że tak jest lepiej.  Nie wszystko jest czarne czy białe, pozytywne czy negatywne. Wszystko nas czegoś uczy, i to od nas zależy co z tego wyniesiemy.

Po zakończeniu wieloletniego związku, nie raz słyszałam od innych ze ‘zmarnowałam najlepsze lata’, ale ja wcale tak nie myślę. Przeżyliśmy wiele pięknych chwil razem i do póki nie dotknie mnie skleroza, nikt mi ich nie odbierze. Co więcej, teraz też wiem, czego chcę, i co sama muszę u siebie naprawić, nad czym popracować. Więc przynajmniej jak spotkam „Mr. Right” to będę wiedzieć jak tego nie spieprzyć;) Oczywiście, były dni że smutek i zazdrość brały górę i przesiedziałam cały weekend smarkając… Aż w pewnym momencie zrozumiałam, że nie ma o co płakać czy być zazdrosną. Bo po głębszym zastanowieniu, wiem, że to o co czułam teraz zazdrość wcale wtedy mnie nie uszczęśliwiało, wcale nie chciałam tam być, i tylko z przyzwyczajenia moje ciało kazało mi płakać nad ‘utraconym’.  To, że on teraz trzyma nie moją rękę, wcale nie znaczy że bym chciała żeby  trzymał właśnie moja.  I choć czasami mi tęskno, i  oczy mi się zaszklą to nie ze smutku lecz tylko tak po prostu, bo życie nie jest czarno-białe, smutne lub wesołe. Raz jeszcze paradoks się ujawnia we mnie, i sobie popłacze ale jednocześnie wiem, że jest ok, ale co ważniejsze, że lepsze jest jeszcze przede mną. Teraz  wierze, ze wszystko dzieje się po coś, by dać nam szansę żebyśmy przejrzeli na oczy i nauczyli się o co to chodzi.

Moja walka myśli nadal trwa, ale teraz umiem już wyłapać chwile słabości i reagować zawczasu. Gdy dopada mnie przysłowiowy dół, chwytam po książkę czy słucham wykładu na YouTube. Ale co się z nich nauczyłam, może zostawię już na następny raz…

Każdy dzień to walka…

Każdy dzień to walka a bój jest zaciekły i toczy się non stop. Jedyne chwile wytchnienia przynosi mi sen. A czasem nawet i we śnie prowadzę tę walkę… walkę moich myśli… Miniony rok był niewątpliwie rokiem zmian. Co by było gdyby te zmiany się nie dokonały? Jakby wyglądało moje życie gdybym nadal budziła się rano i widziała jego twarz a nie biel nowej ściany? Czasami łapie siebie samą trwoniącą czas na takim rozmyślaniu… bo co to da, takie zastanawianie się? Raczej nic dobrego. Nic to nie zmieni a tylko wprowadza mnie w ten dziwny melancholiczny nastrój…

Paradoks… paradoks to chyba najlepsze słowo na opisanie roku 2015 i rzeczywistości, przynajmniej mojej, tej obecnej i mojego świata. Bo jak to możliwe, że można kogoś kochać tak szczerze ale czuć jakąś wewnętrzną ulgę słysząc, że nie będziemy już razem…? Takich paradoksów ostatnio doświadczam non stop, ale dzisiaj nie o nich… Zostanie singielka po tak długim czasie, to nie była największa zmiana jaka się wydarzyła w zeszłym roku. Największa zmiana zaszła w mojej głowie… a raczej zachodzi… bo nadal nie jestem pewna czy pojęłam o co tu tak naprawdę chodzi… po co to wszystko, po co się staramy i toczymy walkę każdego dnia… i dlatego, że dla mnie to nadal walka, widzę że chyba nadal nie do końca dotarłam gdzie mam być… ciągle odkrywam, szukam ale czuję, że te zmiany które ostatnio zaszły w moim życiu, i w mojej głowie, naprowadzają mnie na odpowiedni szlak. Że

pewnego dnia obudzę się i nie będzie już gonitwy myśli… nie będzie walki w mojej głowie i po prostu będzie jak ma być, dobrze… szczęśliwie… będę spełniona, pełna pasji  i miłości…

Rok 2015, a przynajmniej jego druga połowa, była dla mnie ważną lekcją… ale lekcją która nadal trwa.  W końcu zrozumiałam, że żeby mieć chociaż najmniejsza szansę na szczęście trzeba być szczęśliwym z samym sobą… i póki nie uwierzę w siebie i nie nauczę się przysłowiowego „kochać, lubić i szanować” samej siebie, nie znajdę szczęścia i nikt inny mnie też nie uszczęśliwi… a co najważniejsze, nie mogę oczekiwać, że bycie z kimś odwali ze mnie brudna robotę i jak na romantycznym filmie będę najszczęśliwszą kobietą na planecie trzymając jego rękę i patrząc mu w oczy 24h na dobę…  Jasne, nie ma nic bardziej uszczęśliwiającego niż bycie zakochanym…( w wzajemnością oczywiście) ale zakochanie przemija, a ludzka złożona istota na dłuższą metę potrzebuje czegoś innego, czegoś więcej… Teraz już, a w sumie dopiero teraz, to wiem.  Więc mam plan… w roku 2016 muszę się zakochać ale w samej sobie… Ale jak to zrobić? Jak mam odkryć samą siebie i wygrać tą bitwę moich myśli stojąc samotnie im naprzeciw..? Może jakiś paradoks pomoże mi to odkryć…

CDN