Warszawa da się lubić – cz. I relacji z wakacji

Poznań 8.00 rano, szaro – buro, pewnie będzie padać. Wsiadamy w busa i obieramy kierunek: Warszawa… w końcu zaczynam upragniony urlop! Liczę na mnóstwo atrakcji :)

Podróżowanie PolskimBusem to niewątpliwie najtańszy sposób na przemieszczanie się między większymi polskimi miastami. Za kilkanaście złotych można dotrzeć z Poznania do Warszawy czy z Krakowa do Wrocławia. Mój najdroższy bilet kosztował całe 15,00 zł plus 1,00 zł opłaty za rezerwację biletu. Jedynym minusem jest mało miejsca między fotelami, co przy dłuższej podróży jest uciążliwe. Mała niespodzianka czekała na nas w trakcie podróży z Warszawy do Krakowa, ponieważ każdy z pasażerów w cenie biletu ( całych 11,00 zł) dostał drożdżówkę, kawę, herbatę czy wodę do picia.

Mój pierwszy kontakt z Warszawą to „Młociny”, czyli ostatnia stacja M1 metra w Warszawie, zlokalizowana na Bielanach, niedaleko Huty Warszawa. Jazda windą w górę i w dół, w górę i w dół i szukanie biletomatu było ciekawą zapowiedzią kilku najbliższych dni. O dziwo na miejsce docelowe dotarłyśmy półtorej godziny wcześniej niż pierwotnie planowałyśmy, okazało się bowiem, że w stolicy nie ma korków. Oczywiście tylko do godzin popołudniowych, bo o 16.00 miasto stanęło i to dosłownie. Jeśli już jesteśmy przy komunikacji miejskiej to Warszawa okazała się w tej materii najdroższa. Najtańszy bilet 20-minutowy kosztuje 3,40 zł, 75-minutowy 4,40 zł. Nie ma biletów kilkudniowych, dlatego byłyśmy zmuszone korzystać z biletów całodobowych w cenie 15,00 zł.

Oswajanie się z miastem, zaczęliśmy od wieczornego spaceru. Jak się okazało była to jedna wielka ściema! W jeansach, koszulce i trampkach ruszyłam w drogę. Nie zdziwiłam się za bardzo, gdy nasi przewodnicy w postaci Ani i Kuby zaczęli zwiedzanie od Pałacu Kultury i Nauki, który został zbudowany w 1955 roku jako „Dar narodów radzieckich dla narodu polskiego” i choć pasuje swoim stylem architektonicznym do reszty otoczenia jak przysłowiowy kwiatek do kożucha, to trudno sobie wyobrazić dzisiejszą Warszawę bez niego. Całe szczęście, że mimo zmian ustrojowych budynek przetrwał i ma się dobrze, a w jego pomieszczeniach rozwija się kultura, sztuka i nauka. Zdziwiłam się kiedy padła propozycja zobaczenia wystawy egzotycznych pająków, bo było już późno, ale grzecznie z resztą grupy udałam się do czeluści Pałacu, by po chwili wylądować na teatralnym krześle, wśród elegancko ubranych ludzi (wiadomo „warszafka”). Znajomi zrobili mi super niespodziankę… tylko dlaczego ja byłam w trampkach???

DSCN5793

Teatr 6. Piętro mieści się na szóstym piętrze PKiN przy Placu Defilad w zaadoptowanej Sali Koncertowej. Został założony w 1009 roku przez Michała Żebrowskiego i Eugeniusza Korina i od samego początku przykłada wielką wagę do wyboru sztuk tworzących repertuar i do obsady aktorskiej pod hasłem „Wyższy poziom teatru”. To właśnie połączenie tradycyjnych wartości teatru literackiego ze śmiałymi poszukiwaniami interpretacyjnymi i aktorstwem najwyższej próby przyczyniło się do powstania zaskakującego repertuaru i szybkiego sukcesu frekwencyjnego.

„Zagraj to jeszcze raz, Sam” to historia poszukiwania miłości swojego życia przez krytyka filmowego Allana Felixa (granego przez debiutującego w teatrze Kubę Wojewódzkiego), porzuconego przez swoją żonę Nancy – Barbarę Kurdej – Szatan. Allan przypadkiem zakochuje się w żonie swojego najlepszego przyjaciela, przystojnego biznesmena Dicka ( Michał Żebrowski) w ślicznej i znerwicowanej Lindzie ( Aleksandra Hamkało), którą uwodzi przy pomocy i według wskazówek swojego filmowego idola, legendarnego amanta czarnych kryminałów Humphreya Bogarta, schodzącego do niego w tym celu z ekranu kina (Daniel Olbrychski). Dawno nie widziałam tak gorącej owacji po spektaklu, jak po tej sztuce.

Rozbawieni sztuka w dobrych humorach ruszyliśmy na podbój Nowego Świata. To jedna z bardziej znanych ulic w Polsce, idąca od Placu Trzech Krzyży do Krakowskiego Przedmieścia. Kiedyś był to trakt stanowiący przedłużenie Czerskiego, później Krakowskiego Przedmieścia prowadzący od Starej Warszawy do Ujazdowa. Dziś to tętniące życiem centrum handlowo – usługowo – gastronomiczne. Nazwa Nowy Świat powstała około 1640 roku i była związana z nowym osadnictwem. Przy NŚ mieszkała pierwotnie ludność rolnicza oraz ogrodnicy i rzemieślnicy w niewielkich drewnianych domach. W czasach Królestwa Kongresowego NŚ uległ zasadniczym zmianom. Na miejscu rozebranych drewnianych domów wzniesiono ponad 30 klasycystycznych dwupiętrowych kamienic, co nadało ulicy jednolity charakter. W okresie 20-lecia międzywojennego NŚ stał się ulicą o niezwykłym natężeniu ruchu pieszych. W podwórzach domów wybudowano liczne kina, a na obu rogatkach Świętokrzyskiej urządzono teatry operetkowe lub rewiowe. Niestety już na początku II wojny światowej większość budynków zostało zbombardowanych, a w czasie powstania warszawskiego NŚ był miejscem zaciekłych walk. Po powstaniu zabudowa ulicy została prawie całkiem spalona przez okupanta, z 71 budynków ocalało tylko 6. Przeprowadzona w latach 1948 – 1950 odbudowa przywróciła NŚ klasycystyczną postać końca XVIII wieku. O tragicznej historii czasów okupacji przypomina nam barykada ustawiona przy pomniku Mikołaja Kopernika.

DSCN5809

Dziś NŚ jest jedną z najpiękniejszych i najbardziej reprezentatywnych ulic Warszawy, która zaprowadziła nas na Krakowskie Przedmieście, gdzie łącznikiem obu ulic jest wspomniany pomnik Kopernika wraz z układem słonecznym. W końcu mogłam stanąć na Księżycu!

DSCN5803

  Przechodząc obok UW z sentymentem wróciłam myślami do wykładu prof. Władysława Bartoszewskiego, który w 2004 roku poświęcił swój czas i właśnie tutaj spotkał się z nami, stypendystami Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia.

DSCN5806

 Między kościołem pokarmelickim Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Józefa Oblubieńca a hotelem Bristol znajduje się chyba najsłynniejszy budynek w Warszawie, zwłaszcza po 10 kwietnia 2010 roku, czyli Pałac Prezydencki z pomnikiem księcia Józefa Poniatowskiego. Moją uwagę przykuł  żołnierz pełniący wartę przed Pałacem, który w pełnym skupieniu przeglądał coś w swoim telefonie, pewnie sprawdzał lajki na facebooku :)

DSCN5814

      W końcu zmęczeni dotarliśmy do Rynku mijając Kolumnę Zygmunta i Zamek królewski. Będąc wielokrotnie w Warszawie nigdy nie widziałam Syrenki. Rzeźba na warszawskim Rynku Starego Miasta została wykonana przez Konstantego Hegla w 1855 roku. Z Syrena związana jest legenda. Dawno, dawno temu przypłynęły z Atlantyku na Bałtyk dwie siostry – syreny. Piękne kobiety z rybimi ogonami, zamieszkujące w głębinach mórz. Jedna z nich upodobała sobie skały w cieśninach duńskich i do tej pory możemy ja zobaczyć siedzącą na skale u wejścia do portu w Kopenhadze. Druga dopłynęła do portu w Gdańsku, a potem Wisłą popłynęła w górę jej biegu. Według legendy u podnóża dzisiejszego Starego Miasta, mniej więcej w miejscu, gdzie obecnie znajduje się pomnik, wyszła z wody na piaszczysty brzeg aby odpocząć, a że miejsce się jej spodobało, postanowiła zostać. Miejscowi rybacy szybko zauważyli, że ktoś podczas ich połowu wzburza fale Wisły, plącze sieci i wypuszcza ryby. Ponieważ syrena ich oczarowała swym pięknym śpiewem, nic jej nie zrobili. Pewnego razu bogaty kupiec zobaczył Syrenę. Podstępnie ją uwięził ją w drewnianej szopie, bez dostępu do wody. Skargi Syreny usłyszał syn rybaka i wraz z przyjaciółmi ja uwolnił. Wdzięczna Syrena obiecała im, ze w razie potrzeby oni też mogą liczyć na jej pomoc. Dlatego Syrena jest uzbrojona i ma miecz z tarczą dla obrony miasta.

DSCN5827

Niestety dalsze zwiedzanie miasta przerwała burza z piorunami, ale jak to w przysłowiu bywa, co się odwlecze to nie uciecze. Tym bardziej, że po powrocie do domu czekały mnie nowe doznania smakowe w postaci produktów kuchni wegetariańskiej.

Następny dzień obfitował w nie mniejszą ilość przygód. Z samego rana ruszyłyśmy na podbój Wilanowa. Posiadłość tą nabył król Jan III Sobieski w 1677 roku i to z jego inicjatywy powstał tu barokowy pałac, piękne francusko – angielskie ogrody, folwark z budynkami gospodarczymi i zwierzyniec. Tarasowy układ terenu oraz obecność zbiorników wodnych pozwalały na uzyskanie ciekawych perspektyw widokowych i powiązanie ogrodu z otaczającym krajobrazem. Obecnie widać wyraźne nawiązania do epoki Jana III Sobieskiego w postaci ogrodów włoskich rozmieszczonych na tarasie górnym i dolnym, między pałacem a Jeziorem Wilanowskim. W założeniu twórców dekoracje parterów na ta tarasie górnym i dolnym miały być kompozycyjnym przedłużeniem apartamentów królewskich. Pod koniec XVIII wieku powstał ogród angielsko – chiński z efektownymi osiami widokowymi, kontrastowaniem samotnych drzew i z otwartą  przestrzenią. W połowie XIX wieku przy południowym skrzydle pałacu powstał neorenesansowy ogród różany, a przy północnym urokliwy Gaj Akademosa z posągami poetów sławiących uroku wiejskiego życia w zgodzie z naturą – Jana Kochanowskiego i Franciszka Karpińskiego.

DSCN5871DSCN5835

Samo muzeum w Wilanowie jest najstarszym polskim muzeum sztuki. Zostało założone w 1805 roku z inicjatywy Aleksandry i Stanisława Kostki Potockich. Całość stwarza idealne warunki do odpoczywania, spacerowania i relaksowania się. Bilet wstępu do ogrodów kosztuje 5,00 zł a do Muzeum 20,00 zł. Jedynym minusem dla nas byłą odległość od mieszkania do Wilanowa, ale z drugiej strony mogłyśmy zobaczyć sporą część Warszawy z okna autobusu.

Tego popołudnia funkcję przewodnika przejął Jarek. Włóczenie się po wąskich uliczkach Starego Miasta, z dala od ulic. Którymi przechadzają się tłumy turystów i rzesze warszawiaków pozwoliło mi na nowo spojrzeć na stolicę i przychylniej uśmiechnąć się do miasta.  W pewnym momencie Jarek uświadomił mi, ze idziemy po dwóch różnych stronach historii miasta i to dosłownie: ja po stronie warszawskiego getta, on z drugiej strony muru.  Granicę tę wyznacza wąska linia w chodniku utworzona z kostki o innym kolorze. Getto to było największym gettem w Europie, w którym w 1941 roku znajdowało się około 450 tys. osób!

Nie powiem, przez chwile poczułam się nieswojo, idąc tamtędy w świetnym humorze z uśmiechem na buzi po pysznej kolacji, zdając sobie nagle sprawę, ile ludzkiego cierpienia skrywa ta ziemia. Po chwili zadumy, tak dla równowagi psychicznej dotarliśmy do Multimedialnego Parku Fontann, gdzie można nacieszyć oko feeria barw i igraszkami wodnych dysz. Miejsce to jest także idealnym punktem widokowym dla Stadionu Narodowego, który całkiem „przypadkowo” był świetnie podświetlony. Uwierzcie mi, jeśli szukacie idealnego miejsca do przypomnienia sobie odmian rzeczowników przez przypadki, to fontanna jest do tego idealną miejscówką. My mieliśmy z tego niezłą frajdę! I nie pytajcie dlaczego wieczorem, w przepięknych okolicznościach przyrody zajęliśmy się deklinacja słowa tort :)

Dalsza trasa zwiedzania wiodła uliczkami, które były planami filmowymi wielu polskich produkcji filmowych i planem teledysku do Jarkowego „Ciao” . piękny ciepły wrześniowy wieczór, czar nocnej Warszawy i „Ave Maria” śpiewana w tych warunkach złożyły się na świetne zakończenie bardzo intensywnego dnia.  Tym bardziej, że naszego ostatniego dnia w Wawie wcale nie miałyśmy mniej wrażeń. Po wieczornej uczcie dla ducha Jarek zadbał o nasze kubki smakowe. Beza z kremem gruszkowym na tyle mnie zaintrygowała, ze musiałam powtórzyć ją w domu. Mówię Wam – niebo w gębie.

Zasłodzeni ruszyliśmy na podbój nadwiślanej części miasta. Musiałyśmy przywitać się z Syrenką i chociaż przejść obok Centrum Nauki Kopernik, niestety do samego Centrum nie poszłyśmy, ponieważ planetarium było tego dnia zamknięte.

DSCN5902

Dotarłyśmy jednak do zaprojektowanego przez architektkę krajobrazu Irenę Bajerską ogrodu na dachu Biblioteki Uniwersyteckiej, który jest jednym  z największych i najpiękniejszych ogrodów dachowych w Europie. Co ważne ogród jest ogólnodostępny, a wejście do niego jest bezpłatne. Ogród składa się z dwóch części: górnej i dolnej, połączonych strumieniem a kaskadowo spływającą wodą. Górny ogród został podzielony na kilka części różniących się formą, kolorem i zapachem. Ogród złoty skomponowany jest z żółto i pomarańczowo kwitnących krzewów, ogród srebrny obsadzony jest srebrzystolistnymi wierzbami, a ogród karminowy składa się z różowo i czerwono kwitnących roślin. Wszystkie ogrody połączone są kładkami, ścieżkami, mostkami i pergolami, przy których rosną różne pnącza. Z mostków z tarasu widokowego można podziwiać panoramę miasta, Most Świętokrzyski i Wisłę. Można też przez szklany dach spojrzeć do wnętrza Biblioteki.

DSCN5922

Niewiadomo kiedy zrobiło się tak późno, ze trzeba było czym prędzej dotrzeć do stacji Metro Wilanowskie, by zdążyć na Busa do Krakowa. Cieszę się jednak z uczucia niedosytu, z niezaspokojenia ciekawości Warszawą, bo to oznacza, że będę chciała tutaj wracać wielokrotnie, a moja dotychczasowa ocena stolicy jako miasta brzydkiego, szarego i okropnie szybkiego zmieniła się i to bardzo na plus.