Wrocław i Gdańsk, Gdańsk i Wrocław

Dwa nieomal przeciwległe miejsca na mapie Polski, dwa weekendy, mnóstwo sytuacji i przypadkiem poznanych osób. Dwa miasta, które łączy historia i zabytki: Gdańsk i Wrocław, Wrocław i Gdańsk.

Stolica Dolnego Śląska przywitała mnie niemiłosiernym upałem, żar lał się z nieba, asfalt topił się pod stopami, a wróble popijały drinki w cieniu kasztanowca ( te wróble to oczywiście efekt udaru cieplnego :P). Jak na powsinogę przystało porzuciłam auto na parkingu i ruszyłam w miasto korzystając  z komunikacji miejskiej. Jestem bowiem święcie przekonana, że tylko w taki sposób można poznać i zrozumieć miasto, w którym w danym momencie przebywam.

Lubię wtopić się w tłum, poczuć klimat danego miasta i poznać mentalność ludzi tam mieszkających, bo uwierzcie mi na słowo, że każde miasto ma swój specyficzny „mikroklimat”.  Pierwszym punktem na liście mojego kilkudniowego pobytu we Wrocławiu było Stare Miasto i słynna fontanna, którą inspirowałam się przez wszystkie lata studiów na architekturze krajobrazu. Są to pionowo ustawione szklane płyty, oblewane strugami wody i podświetlane od dołu. Postawienie fontanny wzbudziło wiele kontrowersji, gdyż inicjatywa była forsowana przez ówczesnego prezydenta miasta Bogdana Zdrojewskiego wbrew wojewódzkiemu konserwatorowi zabytków oraz historykom sztuki. Początkowo fontanna miała być zamontowana na 2 lata, ale istnieje do dziś. Na cześć pomysłodawcy obiekt nazywany jest „Zdrojem”, jednak złośliwi używają innych nazw: pisuar lub mydelniczka.

fontanna

Sam Rynek również mnie nie rozczarował. Klimatyczne knajpki, schludne ogródki piwne i restauracyjne czy odrestaurowane kamieniczki stwarzają przyjemną przestrzeń do odpoczynku. Niestety ceny wszędzie tam są dużo mniej przyjazne. Do teraz nie znalazłam sensownego wytłumaczenia na tak wygórowane ceny posiłków, drinków czy chociażby kawy. Ok. rozumiem, że właściciele lokali gastronomicznych i punktów handlowych z pamiątkami nastawieni są na turystów zza zachodniej granicy, ale jak wtedy wytłumaczyć fakt, że ceny w Gdańsku są dużo niższe? Jedyny duży plus, jeśli chodzi o ceny, to niskie ceny biletów tramwajowych czy autobusowych, które są dużo niższe niż te chociażby w Poznaniu.  Same rozkłady jazdy też są sensownie pomyślane, jednak nagminnym było, iż tramwaje odjeżdżały przed czasem.

Będąc we Wrocławiu trzeba koniecznie udać się do ZOO z afrykarium i do Ogrodu Japońskiego. Oba te miejsca znajdują się po przeciwnych stronach Hali Stulecia, dlatego też można się udać w oba te miejsca jednego dnia. Bilet wstępu do ZOO kosztuje 40 zł, a do Ogrodu Japońskiego 4 zł. Afrykarium to strzał w dziesiątkę. To unikatowy na skalę światową kompleks przedstawiający różne ekosystemy związane ze środowiskiem wodnym Czarnego Kontynentu. W 19 akwariach i basenach o pojemności niemal 15 000 000 l wody prezentowane są zwierzęta zamieszkujące plaże i rafę koralową Morza Czerwonego, rzekę Nil, krainę Wielkich Rowów Afrykańskich, głębię Kanału Mozambickiego, plaże Wybrzeża Szkieletów (Namibia) i Dżunglę dorzecza Kongo. Głębiny Kanału Mozambickiego, gdzie występują rekiny, płaszczki i inne duże ryby pelagiczne można podziwiać z podwodnego, akrylowego tunelu o długości około 18 m. Kolejna ekspozycja poświęcona jest  Wybrzeżu Szkieletów w Namibii, gdzie prezentowane są pingwiny oraz kotiki afrykańskie.

IMG_20150723_133512 IMG_20150723_133633 IMG_20150723_135646 IMG_20150723_135707

Rafa Morza Czerwonego to obecnie około 1 500 bajecznie kolorowych ryb oraz 1 200 sztucznych koralowców.

Mieszkańców Nilu reprezentują hipopotamy nilowe zwane również końmi rzecznymi, gdyż obserwując je pod wodą w ruchu łatwo zauważyć ich grację porównywalną do konia w galopie. Obok mieszkają niezwykłe mrówniki często mylone z mrówkojadami z Ameryki Południowej oraz wzbudzająca duże zainteresowanie kolonia golców – gryzoni, które swoim wyglądem i niezdarnością rozbrajają zwiedzających. Dalej znajdują się dwa akwaria z niezwykłymi rybami z endemicznych jezior Wielkich Rowów Afrykańskich – Tanganiki i Malawi. To jedna z najbogatszych kolekcji gatunków występujących tylko i wyłącznie w tych jeziorach, gatunków zagrożonych przede wszystkim działalnością człowieka. Na koniec spotykamy się z dikdikami, małymi antylopami. W strefie Afryki Wschodniej mieszkają również ptaki – cztery gatunki kaczek egzotycznych, ibisy i waruga. Do tego mamy tu dwa ośmiometrowe wodospady oraz rozsuwany latem dach. Z Afryki Wschodniej schodzimy do Kanału Mozambickiego, gdzie mieszkają rekiny, płaszczki i inne ryby. Kolejna kraina i zagrożony ekosystem, to Wybrzeże Szkieletów w Namibii, gdzie mieszkają pingwiny przylądkowe (tońce) i kotiki. Obserwować je można z dwóch miejsc – nad wodą oraz pod wodą, wystarczy przystanąć na trasie, a następnie zejść pod pokład statku. W podwodnym punkcie widokowym znajdują się również akwaria, gdzie mieszkają mureny, seleny czy rekin rogaty. W dżungli otaczającej rzekę Kongo mieszkają krokodyle i manaty – niezwykłe, roślinożerne ssaki zwane także syrenami. Dołączyły do nich cztery gatunki ptaków.  Resztę musicie zobaczyć sami :)Samo ZOO także jest bardzo praktycznie zaprojektowane, zwierzęta nie znajdują się za wysokimi ogrodzeniami czy na olbrzymich wybiegach, gdzie trudno je dojrzeć, ale podobnie jak to ma miejsce w Oliwie są dosłownie na wyciągniecie ręki zwiedzających.

Ogród Japoński to miejsce wyjątkowe, które powstało z podziwu dla japońskiej sztuki ogrodowej, a w jego tworzeniu brali udział specjaliści z Kraju Kwitnącej Wiśni. Historia tego miejsca liczy już ponad 100 lat i sięga roku 1913, kiedy w Hali Stulecia odbywała się impreza na wyjątkową skalę – Wystawa Światowa. Przez ostatnie stulecie  ogród przechodził liczne przemiany, jednak prawdziwie japońskiego charakteru nabrał dopiero po ostatnich renowacjach, pod koniec XX wieku. Dziś jest on kawałkiem żywej, orientalnej kultury w środku Europy, który pozwala docenić piękno oryginalnych, pochodzących z Japonii roślin. Do położonego w Parku Szczytnickim ogrodu zaglądają chętnie turyści z całej Polski i świata, a sami mieszkańcy Wrocławia uznają go za jeden z najładniejszych punktów w mieście. Uwielbiają go miłośnicy Japonii i jej kultury, cenią wielbiciele  sztuki projektowania ogrodów, lubią osoby poszukujące w głośnym, tłocznym mieście zakątków, gdzie można znaleźć ciszę, wytchnienie i nacieszyć się pięknem natury.

IMG_20150723_124654 IMG_20150723_123331 IMG_20150723_124506

Będąc w Centrum warto zobaczyć najwyższy w Polsce budynek mieszkalno – biurowy Sky Tower. Na jego szczycie jest punkt widokowy, z którego w pogodny dzień można podobno dostrzec Śnieżkę. Mnie osobiście cena 10 zł za sam wjazd na punkt widokowy skutecznie odstraszyła i darowałam sobie znikomą atrakcję.

Polskie_rekordy_naj_5956630

Za to każdemu polecam udać się wieczorem pod Pergolę, gdzie przy Hali Stulecia mieści się jedna z największych i najbardziej spektakularnych fontann w Europie. Setki wodnych strumieni tworzą ekran do wyświetlania animacji pokazów laserowych. Podczas spektakli z udziałem wody, kolorowych świateł i muzyki, Wrocławska Fontanna zamienia się w teatr wodny. Wrocławska Fontanna została uroczyście otwarta 4 czerwca 2009 z okazji dwudziestej rocznicy pierwszych wolnych wyborów w powojennej Polsce.

IMG_20150723_125236

Niestety Ostrów Tumski, reszta krasnali, rejs tramwajem wodnym czy kolejką linową muszą poczekać do września, kiedy kolejny raz mam nadzieję zawitać do Wrocławia, by dalej odkrywać jego piękno.

Będąc jeszcze we Wrocławiu naszła mnie myśl, by w tym roku wybrać się do Gdańska na Jarmark Dominikański. Tegoroczny trwa od 25 lipca do 16 sierpnia. To właśnie wtedy wielu Polaków przyjeżdża tradycyjnie do Gdańska. Legendarne święto kupców z całego świata gdańszczanie omijają jednak szerokim łukiem, a te kilka tygodni na przełomie lipca i sierpnia to dziś raczej powód miejskiej frustracji, a nie czas dobrej zabawy. Bo jarmark od lat zamienia się niestety w wielkie targowisko tandety i drożyzny. W tym roku to już 753 Jarmark i przez większość tego czasu był on dla Gdańska szeroko otwartym oknem na świat. Przez setki lat ściągali na niego kupcy z najodleglejszych zakątków. W czasach szarej komuny był szczególnie atrakcyjny, bo stawał się okazją, by zdobyć coś, o czym przez cały rok można było tylko pomarzyć. Podobnie było przez wiele lat po upadku żelaznej kurtyny. Historia Jarmarku Dominikańskiego jest piękna, ale teraźniejszość już niekoniecznie. Stale rozrastająca się strefa handlowa zalewa wszystko, co najbardziej tandetne. Wystarczy kilka chwil spędzonych na spacerze między setkami straganów, by odnieść dojmujące wrażenie, że Gdańsk na naszych oczach rozmienia na drobne jeden ze swoich najważniejszych atutów. Do walki z kiczem kilka lat temu stanęli dominikanie. Wraz ze świętem handlu organizują kulturalny festiwal „Dusza Jarmarku”. W założeniu miała być to oferta dla tych, którzy na Jarmark Dominikański trafili szukając czegoś więcej niż tanich klapek. Niestety z  roku na rok to oblicze gdańskiej imprezy jednak coraz mocniej zanika.

W tym roku na pierwszy plan wysuwają się tymczasem oscypki, krawaty, noże i rozliczne kosmetyki. Oscypki rzekomo góralskie, świeże i oryginalne. Tylko nie wiadomo, dlaczego dziewczyny, które je sprzedają czasem przyznają szczerze, że gór na oczy nie widziały, a i ich stroje jakby bardziej z gruzińskiego second handu niż Podhala. Krawaty jedwabne, hit jarmarku. Z Chin, więc na pewno żadnej sztuczności. Podobnie chińskie te ceramiczne noże, ale sprzedawca zapewnia, że niezniszczalne.

11836543_1115422448485885_937661602_o

Również nieswojo poczułam się w momencie, gdy chcąc wejść do Bazyliki Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny okazało się, że muszę kupić bilet wstępu. Może i kwota była niewielka, ale jakim cudem wejście do kościoła, który w dalszym ciągu czynnie spełnia funkcję miejsca kultu jest płatne i to w niedzielę?

Prawdziwy klimat jarmarku wciąż czuć jednak w bocznych uliczkach nad Motławą, które tradycyjnie zajmują sprzedawcy staroci tworząc tzw. pchli targ. Unikalne znaczki, militaria, i płyty gramofonowe, których często próżno szukać na aukcjach internetowych. To jest Jarmark Dominikański, który pokolenie moich rodziców pamięta jeszcze z dzieciństwa i wspomnień swoich rodziców, czy dziadków. Jarmark to też ci wszyscy kolorowi ludzie, którzy ściągają na te kilka tygodni nad morze, by nie tylko handlować. Od kapłanów ewangelizujących na swym straganiku, przez licznych kuglarzy i grajków, po starszego mężczyznę, który na jarmarku postanowił wytoczyć prywatna wojnę niemieckiej kanclerz ;)

By odpocząć od zgiełku Jarmarku z przyjemnością zanurzyłam palec stopy w Bałtyku. Tak, tak tylko jeden palec i to na moment, bo temperatura wody jest idealna, tyle tylko, że dla morsów. A na deser cos dla miłośników piękna w pigułce – Chełmno miasto zakochanych i tych poszukujących swojej drugiej połówki. Koniecznie musicie przynajmniej raz zgubić się w jego uliczkach, by poczuć to coś, co w sobie ma niezwykłego, coś co powoduje, że jeśli już raz tam trafisz chcesz tam wracać i wracać i wracać :)

klasztor 2OLYMPUS DIGITAL CAMERA11832072_1115423295152467_378416833_o