o talentach, nie zawsze tych biblijnych

Chyba każdy z nas słyszał biblijną przypowieść o talentach, bo jeśli nawet drogi czytelniku uważasz siebie za osobę niewierzącą to i tak spotkałeś się z tym fragmentem Ewangelii wg św. Mateusza na lekcjach języka polskiego, podczas omawiania paraboli jako jednego ze środków wyrazu w literaturze.

Główny bohater udając się w podróż rozdzielił wśród swoich sług swój majątek. Jednemu z nich dał pięć talentów, drugiemu dwa a ostatniemu tylko jeden. Dwaj pierwsi uruchomili swoją pomysłowość i w krótkim czasie podwoili swoje majątki, trzeci z nich w obawie przed utratą otrzymanego talentu zakopał go głęboko w ziemi. Po powrocie swojego pana musieli pokazać mu jak zainwestowali otrzymane dobra. Kiedy przyszła kolej na nierozważnego sługę pan się bardzo zdenerwował i rozkazał słudze opuścić majątek.

Pewnie zadajesz sobie pytanie drogi czytelniku, po co sięgnęłam aż do Biblii, by poruszyć nurtujący mnie temat talentów? Otóż w ostatnim czasie mam to szczęście posiadania coraz większego kręgu znajomych związanych z szeroko pojętą sztuką, których śmiało mogę nazwać artystami. Dzięki temu zrozumiałam o ile szczęśliwszym można być rozwijając swoje talenty, robiąc to co się lubi i jaką radość sprawia coś, co się udaje.

Od zawsze dużo czytałam, sporo pisałam ale jakoś nie czułam muzyki. To cisza panująca wokół mnie była moim motorem napędowym, to w ciszy najpierw się uczyłam, później pracowałam, nawet auto prowadziłam bez włączonego radia, bo ono mnie rozpraszało. Na całe szczęście zaczęłam coraz więcej czasu spędzać z osobami, które bez muzyki nie wyobrażają sobie życia i to one zaraziły mnie tą pasją do niej.

Dzięki poznaniu zdolnego muzyka mogłam się przekonać ile pracy, trudu a nierzadko także potu i łez trzeba poświęcić, by nagrać płytę. Pozornie to takie proste, prawda? Otóż nawet nie wiesz jak bardzo mylne może być takie twierdzenie. Tworzenie to ciągły kompromis, to często rezygnowanie z siebie, z swoich pomysłów tylko po to, by zwiększyć swoje szanse na sukces. To paradoks tworzenia czegoś, co podpisuje się swoim nazwiskiem, a co nie do końca jest wyrazem siebie, swoich myśli, uczuć, pragnień… A nagranie płyty to zaledwie początek trudnej drogi do osiągnięcia sukcesu na rynku muzycznym. I może nie zawsze osiąga się szczyty ale najważniejsze jest nie poddawanie się i dalsze realizowanie swoich marzeń, bo danego nam talentu nie można zmarnować…

Ludzie, którzy zrozumieli swój talent, którzy potrafili go dostrzec i którzy mieli odwagę go rozwijać są bogatsi, wartościowsi i bardziej spełnieni. Mają poczucie, że ich życie jest po coś, że mają w nim coś do zrobienia i skutecznie dążą do z góry wyznaczonego celu. Nie raz przeżywają chwile zwątpienia, rezygnacji, może czują się nierozumiani przez otoczenie, ale bez swoich pasji nikną w szarości przeciętności. Podczas spotkań z ludźmi, którzy mają talenty, chcą je rozwijać i dzielić się nimi z innymi bardzo łatwo można zarazić się ich entuzjazmem. Człowiek, który otrzymał talent musi mieć piękną duszę, bo każdy kto tworzy z każdym dniem staje się wrażliwszy. A ktoś kto nie chce go w sobie rozwijać ubożeje duchowo, gorzknieje i traci bardzo dużo z tego, co daje mu świat.

Warto o tym pamiętać kupując płytę, książkę, rękodzieło bo wybierając te produkty nie kupuje się rzeczy. Nabywasz czyjąś pasję, wyobraźnię, kawałek serca, skrawek duszy… I uwierzcie mi na słowo, że kiedy krąży wokół mnie zła energia nic mi nie wychodzi.

Kilka dni temu pierwszy raz w życiu zrozumiałam, że posiadam talent, że nie mogę go zmarnować, że mogę dzielić się nim z innymi i że przynosi mi to wielką radość. Kiedy w końcu poczułam tę ogromną satysfakcję 100 % zadowolenia z tego co własnoręcznie zrobiłam poczułam się szczęśliwa. Odważyłam się wyjść do ludzi i pokazać im to co mi w duszy gra, dzielić się z nimi swoją wrażliwością i zdolnościami manualnymi.