… bo może w życiu jest nam coś zapisane…

Życie to dziwny stan, w którym rządzi przypadek, a może nie?

Kilka tygodni temu z nudów poszłam na pewne spotkanie autorskie, z bliżej nieznaną mi postacią świata muzyki. Poszłam i nie mogłam przestać słuchać Jego piosenek. Miesiąc później miał koncert, na który bez wahania zdecydowałam się pójść, ale żeby nie było nudno, poszłam z kimś.

I kolejny impuls. Skoro już wybieramy się na ten koncert, oboje bardzo lubimy płytę promowaną tym koncertem, to może zrobię coś głupiego… ot poproszę o dedykację… Przecież i tak się nie uda nic załatwić, gwiazdy mają takich natrętnych fanów na pęczki, ale co tam, jak sobie coś wymyślę to muszę działać. Nie poddam się na samym starcie, poza tym to kolejny cel do zrealizowania, a ja jestem człowiekiem upartym :)

I zaczęło się odsyłanie mnie z punktu A do punktu B, aż w końcu trafiłam do pani menadżer, która obiecała, że postara się załatwić mi tę dedykację – niespodziankę. Zadowolona czekałam do dnia koncertu i co?  na dwa dni przed koncertem odbieram telefon i nie wierzę w to co słyszę. Mam iść na koncert sama, bo On ma spotkanie, którego nie może przełożyć…

O nie, nie zgadzam się, za dużo pracy i zaangażowania w to wszystko włożyłam. Zrobiłam niezłe zamieszanie, ale w końcu na chwilę przed koncertem siedzieliśmy już wygodnie na swoich miejscach. Ja ciut nerwowo, bo nie wiedziałam jak On zareaguje na moją niespodziankę, ale powiem wam, że chwilę był w szoku, więc chyba cała akcja zakończyła się pomyślnie, na plus.

Ta dedykacja była początkiem nawiązania kontaktu my-artysta. Później zbiegiem okoliczności byliśmy na jego kolejnym koncercie, po którym spontanicznie umówiliśmy się na zwiedzanie stolicy. I wiecie co? Okazało się, że znamy te same okolice, że wiemy gdzie się nawzajem wychowaliśmy – zbieg okoliczności, przypadek?

Ostatnie spotkanie chyba dobrze nam zrobiło. Spacer i restauracja – dwa różne sposoby na spędzenie godziny czasu. Wiem, że mój okazał się cenniejszy i wartościowszy, bo mogłam lepiej poznać nowego człowieka, nie artystę tylko właśnie człowieka. Co gorsze człowieka, który ma chyba trzecie oko, albo szklaną kulę bo czyta we mnie tak, jakby znał mnie od lat. Człowieka który ma empatię i potrafi słuchać tak, żeby usłyszeć to co się chce mu powiedzieć… I co chciałabym żeby usłyszał też ktoś inny…

Życzyłabym sobie więcej takich przypadków…

p.s. Autograf na aucie nadal dzielnie się trzyma :)