na granicy snu…

Marzysz o czymś…. Dążysz do czegoś…. Czekasz na coś cierpliwie… i nagle okazuje się, że już bliżej być nie możesz… że masz coś na wyciągnięcie ręki, dosłownie możesz to fizycznie dotknąć, ale…

… jeśli przekroczysz tę niewidzialną granicę wszystko możesz popsuć, już nigdy nie będzie tak, jak do tej pory… Walczysz sama ze sobą, ze swoimi pragnieniami i żądzami, ale na chwilę obecną wygrywa rozum…

Nikt nie wie jak to ciąży, jak przeszkadza, jak chwilami boli… W tej chwili masz odwagę przyznać się tylko przed samą sobą do tego, co czujesz, bo wiesz, że inni tego nie zrozumieją, że nie warto tego wypowiedzieć na głos, bo usłyszysz: sama sobie jesteś winna, daj spokój, zajmij się czymś innym, przejdzie Ci, zobaczysz zapomnisz!

Wiem, że nie przejdzie.. wiem, że nie zapomnę… Każdego dnia rano myślę o tym i zasypiam uciekając w marzenia… Sen przynosi ulgę, bo w snach jesteśmy szczęśliwi… bo w snach mogę powiedzieć: kocham Cię…

Świt przynosi rozczarowanie…  Nie rozumiem dlaczego Ktoś… Coś… jakaś Siła Wyższa…  może Bóg… z nas zakpił… Dał nam siebie, postawił mi Ciebie na mojej drodze i nie pozwolił zawalczyć, bo z góry zostałam postawiona na straconej pozycji… Pytam, po co to było? Jaki był w tym sens, zamysł, zamiar???

Oddałabym wszystko, by uzyskać odpowiedź, dlaczego???

 

„… nocą liczę twe oddechy

niewyraźny śledzę cień na ścianie

póki mrok osłania nasze grzechy

nic się nie stanie, nic nie stanie!

w tobie niebo i słońce

deszcze i pioruny

w tobie ogień i woda

galaktyczne monsuny

w lodowatym upale

z niewyżytą siłą, bez litości

przyciągasz mnie…”

Jarek Wist Dopóki