KJERAG

          Pewien mężczyzna od jakiegoś czasu odczuwał spadek formy. Dotychczasowe czynności, o których istnieniu nigdy nie myślał, teraz zaczęły sprawiać problem, wymagały wysiłku. W końcu nie zastanawiając się dłużej, udał się do lekarza.

Diagnoza była wyrokiem – tydzień życia. To czas jaki mu został, by swoje 35 letnie życie poukładać. By uporządkować, to, co dotychczas spychał w kąt.

Postanowił nie załamywać się, wytyczył sobie „7 dniowy plan życia”.

A każdy dzień miał być niczym przebyty rok.

W końcu zawsze to lepiej słyszy się 7 lat niż 7 dni…

Środa – rok 1 Rodzina

   Nigdy nie był przesadnie uczuciowy, potrafił bawić się ludźmi, wykorzystywać i porzucać, kiedy zaczynali ciążyć. Tak było z jego rodzicami starzy i niedołężni nie pasowali do jego nowoczesnego mieszkania, luksusowego samochodu i snobistycznego świata znajomych.

By nie musieć zmieniać siebie, zmienił ich świat…

Oddał do najbardziej luksusowego domu seniora w północnych Włoszech. Czuł się idealnym synem, zapewnił, bowiem bogata starość rodzicom, którzy wcale nie dali mu bogatego dzieciństwa.

Czuł się lepszy. Jak zwykle… górował.

Skoro miał żegnać się z życiem postanowił pożegnać się z nimi.

Jak zawsze nienagannie ubrany wkroczył do miejsca, w którym śmierć była codziennością, w której nawet ci zdrowi, jakoś dziwnie na nią czekali…, bo w końcu uwolniłaby ich od luksu i braku największego skarbu… miłości dziecka.

Gdy zobaczył Matkę i Ojca trzymających się za rękę wpatrzonych w niebo, opuściła go pewność siebie i siła, której nie można było mu odmówić. Dziwne ukucie poczuł w okolicy serca, kilka zbłąkanych myśli przebiegło przez głowę.

Zauważyli go!! Ich spowolnione ruchy teraz, nagle były pełne wigoru i młodzieńczego ducha. Radość w oczach matki i ojca dosięgała nawet jego oschłe serce.

Gdy przyszło się rozstać, rodzice szepnęli tylko jedno zdanie:

“ Bądź szczęśliwy synku, kochamy Cię”

Uśmiechnął się, przytulił ich po raz ostatni i odszedł…

Gdy odjeżdżał czuł jakieś niewytłumaczone rozdarcie… chciał zostać…chciał więcej tego rodzicielskiego ciepła. Po raz pierwszy od dawna żałował, że coś się kończy.

Ach, gdyby nie o życie chodziło…Zostałby!!

Czwartek — rok 2 Praca

        Bycie Dyrektorem wymaga olbrzymiego hartu ducha, psychicznej siły.

On je posiadał, zarządzanie ludźmi miał we krwi… teraz mógł to robić bezkarnie.

Był idealnym strategiem, dzięki temu firma w dobie kryzysu, zdobywała kolejne laury.

Pracownicy cenili sobie tą ugruntowaną pozycję rynkową. Niestety, gorzej radzili sobie z apodyktycznym charakterem, który narzucał własne “ja”

Urlop to było pojęcie, które wywoływało ciarki.

Upokorzenie jakiego trzeba było doświadczyć, odbierało cała radość faktu wolnego dnia.

Sofia pracowała z Nim od roku, nigdy nic nie chciała, szara myszka, która schodziła z drogi wszystkim. Tym razem jednak musiała zebrać siły i błagać o wolne, ponieważ jej ukochana babcia zachorowała i chciała się nią zająć.

Z tylko sobie znanym strachem otworzyła drzwi gabinetu. Bardzo chciała wygrać tą walkę, jednak brak wiary w siebie, zabijał myśli o sukcesie . Zdołała wydusić, że potrzebuje 2 dni wolne i skulona czekała na atak.

Jakież było jej zdziwienie, gdy bez zająknięcia dostała, to, o co prosiła.

Dalej nie do końca wierząc w to, co miało miejsce wróciła do swoich zajęć, by za wszelką cenę udowodnić sobie, że wszystko dzieje się naprawdę.

A on…czemu odpuścił?

Doszedł do wniosku, że szkoda czasu na kłótnie, wolał przemyśleć jak przeżyje kolejny rok …

Piątek — rok 3 Dzieci

        Nigdy nie pragnął założyć rodziny, obrączka na palcu, to coś , co go przerażało. To rodzaj ograniczenia, do którego nie chciał nigdy dopuścić. Lubił związki bez zobowiązań bez zbędnych wyznań i emocji. Lubił korzystać z życia. Hedonistyczny świat uwiódł go totalnie.

Dzień jakich wiele. 6.15 właśnie miał wejść do siłowni, gdy zobaczył małego chłopca.

Na oko malec miał z 5 lat. Walczył ze sobą, by nie podejść, by udać, że nic nie widzi. Zdziwiło go to bardzo, ale nie umiał być, aż takim dupkiem. Dziwnie zaczął martwić się o tego chłopca.

Podszedł, wyciągnął rękę w geście przywitania. Mały, mimo , iż był lekko speszony odwzajemnił uścisk. Na chwilę nawet podniósł swój wzrok na mężczyznę.

- Mogę się przysiąść…? nie czekając nawet na pozwolenie usiadł obok chłopca

-  Jest bardzo wcześnie, co robisz sam o tej porze…? Jak masz na imię, gdzie są Twoi rodzice…?

Jedyną odpowiedź stanowiła cisza… mały dalej niewzruszenie przerzucał kamyki ….

Ten rodzaj ignorancji jego osoby wywołał w, nim złość, chciał zachować się, jak zwykle, chciał dopiec…Szybko jednak oprzytomniał, że to jeszcze dziecko, że musi wyluzować.

Powstrzymał emocje, pierwszy raz od dawna nie krzyczał, gdy coś go irytuje.

Pierwszy raz od dawna, chce bezinteresownie pomóc… Gdy przyłapał się na tym myśleniu, sam nie wiedział co się z, nim dzieje, dlaczego nie umie odejść jak zwykle….

- “Chcę pomóc” pomyślał i mimowolnie uśmiechnął się do siebie …

- Jesteś głodny? czuć było, troskę w tym pytaniu. Chyba faktycznie było inne niż wszystkie, bo Malec zareagował… Kiwnął głową, że nie i zaczął płakać

Zgłupiał… nie wiedział co zrobić, jak uspokoić dziecko…

On bezradny, cholera co jest… klął w myślach

W końcu nie zastanawiając się dłużej przyciągnął malca do siebie.

Przytulił i poczuł jak małe ciałko tonie w jego uścisku.

W głowie miał chaos, jednak w sercu budziła się do życia miłość.

Nawet nie wiedział, kiedy, mały siedział na jego kolanach i zaczął mu opowiadać swoją historię…

Sobota – rok 4 Przyjaźń

         Igor, bo tak 5- latek miał na imię właśnie zaczynał z, nim kolejny dzień – rok.

Okazało się, że wypadek, o którym czytał wczoraj beznamiętnie w gazecie, dotyczył chłopca. Jego rodzice zmarli na miejscu, on jakimś cudem przeżył. Trafił na obserwację do szpitala. Jednak, kiedy usłyszał przypadkowo rozmowę lekarzy o jego rodzicach, przestraszył się i uciekł .

Wiedział, że mały jest wykończony, dlatego zabrał go do domu, dlatego postanowił mi ofiarować trochę swojego czasu.

Igor pochłonięty był oglądaniem bajki, on tylko udawał, że lektura książki go pasjonuje.

Naprawdę myślał o tym co się z, nim dzieje, skąd ten ckliwy sentymentalizm się w, nim pojawił. Przecież, to jego 7 lat miał korzystać, chciał jeszcze podróżować…

Tym czasem siedzi z obcym dzieckiem w domu i, choć bardzo nie chciał przyznać się przed samym sobą, było mu dobrze. Wiedział jednak , że musi powiadomić kogoś z rodziny Igora, że mimo, iż nawet zaczynało mu się podobać, musi być racjonalny.

Po krótkiej rozmowie z chłopcem, ustalił szpital, do którego zawieziono go na obserwację. Zadzwonił tam, powiadomił o wszystkim i umówił się z Ciotką Igora, że o 15.00 będzie u niego .

Nieco spokojniejszy, że panuje nad sytuacją i emocjami przyłączył się do malca… Chyba jednak potrzebował odprężenia, bajka wydała się być idealnym pomysłem.

W końcu nadszedł czas pożegnania. Z jednej strony czuł ulgę, że jego życie wraca na stare tory, z drugiej strony, ta obudzona miłość mieszała mu w głowie. Jakaś część jego przeżywała dramat rozstania.

Igor wychodząc już niemalże z jego mieszkania zrobił coś, co, wstrząsnęło, nim dogłębnie…

Zdjął swoją malutką koszulkę w dinozaury i ofiarował mu ją, tak, by go nie zapomniał.

Jak sam powiedział “W końcu przyjaciele tak robią…”

Nie myślał nad tym co robi, odruchowo zrobił to samo co chłopiec. Przybił po raz ostatni z, nim piątkę, odprowadził wzrokiem do samochodu. I wrócił do mieszkania.

Znów jednak czuł to dziwne uczucie smutku, znów żałował, że ma tak mało czasu…

Niedziela — rok 5 Czas

      Te kilka godzin spędzone z Igorem silnie na niego wpłynęło. Nigdy nie roztrząsał przeszłości, teraz jednak ze szklanką whisky siedział i oglądał rodzinny album. Uśmiechał się, gdy na kolejnych fotografiach odnajdował siebie, swoich rodziców, przyjaciół.

Te wspomnienia obudziły jego największą pasję, podróże…

Jako dziecko godzinami mógł biegać po górach. Na studiach nawet trochę fotografował. Lubił podpatrywać przyrodę. Lubił jej cząstkę uwiecznić. Jednak później jakoś zapomniał o tym, urzekło go miasto ze wszystkim rozrywkami.

Teraz jednak, gdy wszystko dobiegało końca, warto było jeszcze raz zmierzyć się z pięknem natury… może uda się odpocząć.. pomyślał

Poniedziałek, Wtorek – rok 6 i 7 Podróż

              Umrzeć w górach, w sumie czemu nie. Przynajmniej nie będzie nudo.

Wcześnie rano wyruszył na szlak, zdawał sobie, bowiem sprawę, że dawno się nie wspinał i nie ma już tej kondycji co kiedyś. Dochodzi jeszcze kwestia choroby, która również go osłabia, choć ostatnio ból jakby nie istniał…

Wspinaczka to jednak walka z samym sobą, kilka razy miał ochotę zawrócić, jednak On się nie poddaje. Ten jego upór tym razem okazał się przydatny, dotarł na szczyt i z góry mógł podziwiać piękno zachodzącego słońca.

Siedząc tak i fotografując wszystko, co tylko przykuło jego uwagę, zaczął myśleć o Rodzicach, zaczęło docierać do Niego, że wyrządził, im krzywdę, oddając do Domu Seniora, że tak jak on kochali przestrzeń. Że zabrał, im wolność, której nigdy mu nie żałowali. Od blisko 10 lat po raz pierwszy płakał….

         Ostatni dzień – rok minął jeszcze szybciej jak poprzedni, choć nie robił nic więcej po za bieganiem po górach, czas skurczył się niemiłosiernie. Gdy zobaczył, że dochodzi 20.. poczuł strach i smutek… Nie był już tak silny, jak wtedy , gdy wytyczał swój plan życia. Nie był już takim racjonalistą jak zawsze. Mimo to postanowił nie dramatyzować.

Wskrzesił w sobie dawny racjonalizm. W krótkim liście do Rodziców, napisał, że kocha, że przeprasza, podał też wszystkie potrzebne hasła i pełnomocnictwa, by firma i majątek nie przepadły…

Gdy załatwił wszystko, wyruszył w ostatnią podróż na szczyt.

Nigdy jednak nie próbował nocnej wędrówki, więc odczuwał i strach i radość, że nawet teraz jest w stanie zrobić coś nowego….

19. październik

Wszystko było nie tak…

Wrócił z gór o własnych siłach, co prawda ta nocna podróż kosztował go kilka siniaków i potłuczeń, jednak dalej żył.

Znaczy próbował żyć, bo każdego dnia siadał i czekał na nieuniknione

W końcu totalnie złamany i pogubiony ponownie poszedł do lekarza

- Pamięta mnie pan …zaczął z wyrzutem

- Pamiętam…beznamiętnie odparł lekarz, dalej wypełniając dokumentację

- Kiedy byłem u Pana, powiedział Pan, że jestem nieuleczalnie chory. Że mam tylko 7 dni życia…

- Mówiłem już, że pamiętam Pana, wiem, co, wtedy powiedziałem… szło wyczuć lekkie zdenerwowanie w głośnie lekarza

Te słowa strasznie go zdenerwowały, nie umiał się pohamować:

Super, że ma pan dobrą pamięć, bo, jeśli chodzi o diagnozy, to są fatalne, minęły prawie 2 tygodnie a ja dalej żyje… słyszy Pan Ż..Y..J..Ę.., mimo iż krzyczał ostatnie słowo wręcz literował…

- Lekarz spojrzał na niego z uśmiechem, po czym odpowiedział: Przecież widzę, że pan żyje, w czym problem?

Zatkało go, miał ochotę przywalić lekarzowi, by ten wreszcie znormalniał…

- Mój problem to pańska diagnoza przez nią od 2 tygodni jak idiota czekam końca, a przecież tyle rzeczy mógłbym zrobić….wyrzucił na jednym wdechu

- Lekarz wyprostował się i zaczął… Ma pan rację, mówiłem, że Pańska choroba jest nieuleczalna, bo faktycznie taką była. Tyle tylko , że dziś siedzi przed mną inny człowiek. Tamten, któremu przedstawiałem diagnozę… nie żyje..

- Słucham ???? nie wierzył w to, co słyszę… “czy pan jest normalny…?” wypalił.

- Tak, jestem normalny, i dla pana spokoju, Pan też jest normalny… uśmiechnął się i kontynuował:

Pierwszego października poznałem człowieka, którego toczył rak… zepsucia i ignorancji. Niestety, stadium było tak zaawansowane, że nie było lekarstwa. Medycyna w tym przypadku okazała się bezsilna, pozostała tylko śmierć…

Dziś spotykam Pana po raz pierwszy… fakt ciało już kiedyś widziałem, jednak dusza jest mi obca. Zagubiona jak każda na początku drogi, jednak widzę, że jest zdrowa, zatem nie mogę pomóc.

- Z uśmiechem dodał, przykro mi, ale zdrowych ludzi nie leczę

By nie stać się nicością….

Nie na widzę tych dni, gdy w mojej głowie panuje totalny chaos. Nie wiem czego chcę, do czego dążę i po co jest to wszystko. Natłok myśli i emocji, skrajnych emocji, do tego strach, może lęk i bezsilność to istna mieszanka wybuchowa. Czuję, że w mojej głowie wszystko krzyczy, wysyła impulsy i bodźce, których nie potrafię uporządkować i okiełznać.

Krótkie chwile wytchnienia przynosi sen, dlatego marzę by zasnąć już w chwili przebudzenia.

Kto? Kiedy? Po co? skomplikował nasze życie emocjami i uczuciami? Po co jest nam do szczęścia niezbędny drugi człowiek? Nie ważne czy jest to chłopak, dziewczyna, kolega czy koleżanka, ważne że bez nich życie nagle robi się puste.

To niesamowite jak często człowiek żyjący wśród tłumu ludzi czuje się tak strasznie samotny, że krzyczy, by ktoś go w końcu zauważył, docenił, może zwyczajnie polubił… Krzyczy a nikt go nie słyszy, bo jest od wszystkich oddzielony  ścianą zobojętnienia.

Tak często nie doceniamy tego, co mamy, że zauważamy wartość tego, dopiero gdy to stracimy. A gdy raz stracimy to wiemy, że drugi raz nie możemy pozwolić, by ktoś lub coś odeszło, by znikło, by przepadło w nicość i z całych sił będziemy robić wszystko co się da, by tego ponownie nie stracić. Już raz bowiem przekonaliśmy się jak bardzo taka strata boli…

Może byłoby nam ciut prościej, gdybyśmy sami zrozumieli, że dla innych możemy być wartością samą w sobie, że nasza chwila słabości, odpuszczenie sobie życia ( bo w końcu tak łatwiej, bo lepiej stać się nicością, gdy już  nic nie boli, gdy już niczego nie ma) dla innych oznacza kolejną stratę, z którą muszą żyć dalej.

Może nie warto być egoistą i może warto pozwolić sobie by ktoś lub coś pomogło nam uporać się z tym co pozornie wydaje się być czymś nie do pokonania? Może warto dostrzec, że nie jest się pozostawionym samemu sobie, że wciąż przybywa osób, które chcą pomóc  i tylko czekają na jakikolwiek znak by ruszyć do działania.

Święta Wielkiej Nocy to taki dziwny czas, gdy życie walczy ze śmiercią, gdy cierpienie i strata zostają zapomniane w chwili wielkiej radości ze zmartwychwstania. Najważniejsze to chyba zrozumieć, że wszystko dzieje się po coś, ze wszystko ma swój cel i swoją cenę. Warto to dostrzec, zwłaszcza wiosną, gdy wszystko budzi się do życia, gdy po zimie coś co pozornie wydawało się martwe, nagle zachwyca swym naturalnym pięknem…

Przemijanie…

„Doceń”

Myślałeś nad tym co będzie jutro -

gdy z odchodzeniem przyjdzie się zmierzyć

Gdy los i Ciebie w podróży doścignie

i na tą chwilę stanie się katem.

Myślałeś nad tym co w życiu się zmieni

gdy  serce i rozum przepełni -

niepewność, rozterka i zamęt?

Dziś swej młodości oddajesz hołdy

Silny, i wolny, tak życie postrzegasz

Nie raz mijając starca na drodze

w duchu ułomność wyśmiewasz.

Przed życiem wcale nie czując lęku

na nowe poziomy -

zaślepiony wbiegasz

Ryzyko to siostra, wyzwanie jest bratem

za to rozsądek rodzicem przed którym

starannie uciekasz…

Świat jednak swoim prawem się rządzi

którego nie da się zwieść, oszukać,

przed którym nawet największy ryzykant

schyli swe czoło i ugnie kolano

Zatem nie czekaj chwili, gdy przyjdzie

wszystko od nowa mozolnie budować!

Nie zrób jak wielu i nie doceniaj

czasu dopiero, gdy śmierć zastuka…

 

Taka noc, gdy słowa kapią z długopisu…

„Przestań”
Przestań, dlaczego o przyszłość Go pytasz,

czy, aż tak bardzo czas ze mną uwiera?

czy potrzebujesz naprawdę wiedzieć,

co gdzieś za rogiem na Naszą dwójkę czeka?
A jeśli przyjdzie się jutro rozstać

bo nagle miłość, którą dziś czujemy

zacznie nam ciążyć i sprawi w końcu

że łatwej osobno, niż wspólnie ginąć.
Co jeśli jutro dla Ciebie lub dla mnie

po raz ostatni słońce się zapali

i w wieczną podróż przyjdzie się wybrać

która nie będzie dla żadnego lekka

bo w jednym tęsknotę

a w drugim strach rozpali
Może też będzie jakiś miły moment

powiesz np. jak bardzo mnie kochasz

a ja odpłynę w Twych oczu głębi

dumny, że dalej jesteś tylko moja!
Może spotkamy jakichś nowych ludzi,

którzy nam życie rozweselą

którzy nauczą jakichś innych rzeczy…
Wiesz może jutro tak mimochodem

oznajmisz, że będę szczęśliwym Tatą,

że oto właśnie z miłości naszej

do życia gotowi się człowiek?
Więc przestań, gdybać, dywagować, myśleć

Przestań go błagać, przeklinać, krzyczeć

Cieszę się tą chwilą, bo ona ucieka

i na nic będzie znajomość przyszłości

jeśli do reszty teraźniejszość zgubisz!

Ach gdybym umiał …

ach gdybym umiał zrozumieć do końca

czym tak naprawdę powinna być  miłość…

czy tylko chwilą, po której przyjdzie

serce z podłogi pozbierać…

czy może szeptem, po którym

uznam, że w życiu nie mógł się wydarzyć.

a może statkiem, który dobija

do brzegu po mimo najcięższej burzy?

może motylem co barwą zachwyca,

zachwycę Ciebie, siebie i Jego by Mi  nie kazał

na nowo szukać,

bym już nie musiał z tłumu wybierać.
A może jak pierwszy mroźny poranek.

skujesz me serce i w głaz przemienisz,

by nigdy więcej nie czuć -

że inny na rożen chce je zanieść….

ile bym oddał byś była wiatrem,

który w nastrojach może przebierać!

byś była mgiełką, za która tęsknie.

byś była powiewem, która orzeźwia!

byś miała siłę, która mnie zmieni!

byś była potęgą przed którą klęknę…

byś była tym bez czego więcej nie będę umiał

z ziemi się pozbierać!!!

Bądź sobą, dla innych będziesz Kimś…

Pierwszy wiosenny powiał wiatr,

cieplejsze słońce wstaje…

Poszedłeś gdzieś w bezkresny świat -

by szczęście swe odnaleźć.

W cudownym parku, w krainie barw,

kolorem się zachwycasz.

Poddajesz się, ulegasz i…

Złotem się  przyodziewasz!

Spotkałeś ją, skusiła Cię -

tym jednym pocałunkiem zdobyła…

Oddałeś się bez reszty, bo co może stać się złego…?

Jej eteryczna woń, pomieszała zmysł,

sprawiła, że przestałeś normalnie ten świat postrzegać…


Słodycz i blask opętał cię, do granic Cię przenika.

Nic z tego chłopca co kochał świat już w Tobie nie dostrzegam…

Przejadłeś się nie widząc, że ku porażce Cię popycha,

Stój… !!

czekaj … !!

Bracie opamiętaj się ….

Nie widzisz, że to gra …?

Dlaczego ten pusty kolor szat tak bardzo Cię urzeka…

Ej bracie no przestać dalej brnąć…

spójrz w moje oczy, poczekaj …

Stań…

Kochany mój na razie ….


O widzę! jesteś… zdobyłeś szczyt -

koroną się zachwycasz

Kochany mój …pozwól, że ja zostanę nieco niżej

nie dla mnie blask, stukanie szkieł i wasz codzienny blichtr.


Po wiośnie, lato, po lecie jesień, odwieczny zegar tyka.

Pamiętam Cię i myślę wciąż co tam u Ciebie słychać.

Jak zwykle do parku idę, by na ławce światem pooddychać.

Tęsknota do tych wspólnych chwil, tak bardzo mi doskwiera -

że przydrożny żebrak co właśnie resztką sił próbuje z ziemi wstać,

do Ciebie tak podobny jest, że serce ból przeszywa…

Boże nie wierzę! To jesteś Ty, ten oczu blask …którego się nie zapomina!

Bracie poczekaj pomogę wstać, nie musisz nic udawać.

Wiem przecież pokochałeś ją, dla ciebie była kimś…

Ty dla niej tylko kolejny błazen, na drodze do zniszczenia.

Ej nie płacz już, nic przecież to nie zmieni.

Wstań zobacz przecież, to jest nasz park -

gdzie zieleń i szarość jest prawdziwa….

Mówisz że nie wiesz jak dalej żyć ….

Że chyba już nie umiesz.

Głuptasie no przecież to tylko mat

w jednej z życiowych roszad.

Pozbieraj pionki.

Siadaj, graj by zacząć znów wygrywać!!


A Ty wędrowcze co słuchasz tego, jak sądzisz czego dotyczyła gra?

usiądź wygodnie i pomyśl co w życiu jest Ci bliskie i o to walcz i tego strzeż

i nigdy się nie zmieniaj.

Nie próbuj nigdy jak oni ,takim samym być, bo jak mój Brat, się poobijasz.

Doceń ten piękny życia dar, że jesteś tym JEDYNYM!!!

Z dedykacją dla wyjątkowo naturalnej kobiety :)

W inności tkwi siła

Jaka siła jest w inności….

Ja wulkan wybuchający czasami bez powodu… On oaza spokoju

Ja poukładana … On nie zawsze gotowy na spotkanie z rzeczywistością

Ja wieczna optymistka z prześwitami realizmu… On realista z odcieniami optymizmu

Ja szalona, pędząca za marzeniami….On spokojny skupiony na tym co tu i teraz

Ja potrzebuję tysiąca kartek, notesów, kalendarzy, żeby uporządkować swój czas

On nie potrzebuje tej sterty makulatury, w końcu zapominanie też jest fajne

Ja pedantyczna, choć pracuję nad tym :)

On bałaganiarz, choć robi postępy

Ja kocham poezję, literaturę … On nie cierpi poezji i literatury

Ja nie cierpię durnych programów typu “Jak, to jest zrobione”… On uwielbia te wszystkie dziwne programy”

Ja mówię za, nim pomyślę… On pomyśli, pomilczy i może powie

Ja nie umiem zrobić pompki, choć ćwiczę regularnie

On robi ją bez problemu, choć nie ćwiczy prawie wcale

Pewnie jeszcze więcej tych różnic mogłabym przytoczyć…

A może właśnie już nie, może reszty już nie dostrzegam.

A może, ta reszta już nie istnieje ?

Nie ma idealnych małżeństw, dwóch kopi, idealnych połówek.

My wcale nie jesteśmy idealni, nawet nie wiesz jak potrafi iskrzyć…

Ale, czy to mi przeszkadza…? Nie!!! Bo wiem, że kocham mojego bałaganiarza, choć w danym momencie, gdy widzę kolejną lądującą parę skarpetek na podłodze, które w żaden sposób magicznie do kosza z brudną bielizną się nie teleportują to mnie nosi!

tak nosi mnie i wydzieram się, że ma w końcu się nauczyć je tam umieszczać.

Ale ja lubię to moje wydzieranie, bo to wszystko, co wymieniłam to pierdoły.

Drobiazgi, które imitują tylko problemy…

Ale, jeśli chodzi o fundamenty to nagle tworzy się całość.

Zaufanie, wierność to kwestie na jakie nie mamy innych poglądów. To nasze priorytety, których się trzymamy. To nasz kapitał. I nie muszę przeszukiwać jego telefonu , wiadomości, maila …., bo wiem, że nic tam nie ma. I wiem, że mogę mu ufać tak jak dziecko ufa rodzicom, że przy nich jest bezpieczne. Bo i on może mi tak ufać.

Nie muszę codziennie krzyczeć, że kocham ani bezgranicznie topić się w jego spojrzeniu. Czasami przez cały dzień się nie widzimy, a w końcu jak mamy czas dla siebie to siedzimy przyklejeni do komputerów i dalej zajmujemy się swoimi sprawami.
Pewnie uznasz, że głupie… ok… Może, ale wiem, że to nasze, nie robione na siłę. Czasami miniecie z, nim w łazience po wcześniejszej walce o wejście do niej pierwszą wystarczy, by czuć się kochaną!!

Więc nie silę się na coś, co wypada, co trzeba, co jest modne.

Robię co czuję, na co mam ochotę, co płynie ze mnie

I wiesz co kocham i czuję, że jestem kochana !!!

zatem chyba brak recepty, jest paradoksalnie tą najlepszą :)