Pewnego dnia narodziła się Miłość, była czysta i naiwna jak dopiero co spowite niemowlę, nie znała rozczarowań ani zawodów, wierzyła w swoją nieograniczoną moc. Dorastała w przekonaniu, że uleczy każdą duszę, zagoi każdą ranę i uszczęśliwi każdego człowieka. Z tym optymistycznym nastawieniem rozpoczęła swą wędrówkę po świecie. Bez względu jaki kraj przemierzała i z jaką nacją miała „do czynienia” wszystko zawsze wyglądało tak samo. Kiedy tylko tchnęła swojego duch,  ducha miłości w dwie połówki ludzkiej duszy, zagubione gdzieś w chaosie codzienności, promieniały nowym światłem, nastawała harmonia, codzienność ustępowała magii chwili. Widząc, iż niemal zawsze wszystko toczy się tym samym torem, zaczęła utwierdzać się w przekonaniu, że ma moc, której nic nie może zniszczyć. Im bardziej nabierała pewności siebie, tym z każdą chwilą traciła część swej siły. Pasmo sukcesów jakie niewątpliwie osiągnęła uśpiło jej czujność. Konsekwencje jakie musiała ponieść za swą próżność okazały się bolesne….

Harmonia i spójność zaczęły być niszczone przez rutynę i przyzwyczajenie. Czułość ustąpiła miejsca oschłości, a przywiązanie przestało mieć już jakąkolwiek wartość. Dusza, choć złączona czuła, że ów wypracowana jedność zaczyna uwierać i przeszkadzać. Do głosu doszła kobieta i mężczyzna. Wszystko co wspólne stało się gorzkie i szare, na nowo fascynowała wolność i niezależność. Miłość nie umiała pojąć obecnego stanu rzeczy, zamiast dawać spełnienie, okazała się katuszą i kajdanem… Zraniona i zagubiona chciała uciec, zniknąć i uwolnić ludzkość, od stanu euforii, który prowadzi do wyniszczenia…. Złamana i bezsilna spotkała swego przyjaciela zwanego PRZEZNACZENIE.

Choć nie chętna do zwierzeń usiadła i podjęła rozmowę. Przeznaczenie długo milczało, po czym w końcu uśmiechnęło się złapało Miłość za rękę i rzekło:

Widzisz, kiedy Ty się pojawiasz pojawiam się i ja tylko nikt z ludzi nie może mnie ujrzeć, dlatego do głosu dochodzą popędy takie jak euforia, zauroczenie czy podniecenie, ja tylko krzyżuję ludzkie ścieżki. Swą obecność zaznaczam dopiero wtedy , gdy Ty oblekasz się w swą próżność, gdy zapominasz o tych połączonych duszach, gdy skupiasz się na swojej wspaniałości nie widząc swoich wad. „ale ja przecież mam dar, siłę…dlaczego nagle ją tracę” ?? Bo wierzysz, że satysfakcję zawsze przynosi to samo. Otóż tylko ja wiem, które z tych połączonych dusz osiągną tą wieczną harmonię. Gdy ustępują popędy, gdy ludzie mają dostrzec i mnie, wtedy właśnie pojawia się największa próba, sprawdzian bólu, zwątpienia i rozczarowań.

„Czyli  ty nie pomagasz ludziom?” – wtrąciła niepewnie

 Pomagam, tylko specyficznie, dokonuję, bowiem selekcji. I tylko Ci, którzy gotowi są na rozczarowanie i ból mogą na nowo cię odnaleźć.

„Jak to, już nic nie rozumiem…” rzekła zdezorientowana Miłość. 

Siostrzyczko musisz zrozumieć, że szczęście nigdy nie jest trwałe. Ty zawsze będziesz euforią, która wyniszcza, jednak dusze sobie przeznaczone staną się bardziej świadome twej potęgi, dopiero gdy doświadczą tych dwóch skrajnych światów.

„A zatem co się stanie z tą resztą?”

To proste Oni nadal będą musieli szukać …

Nie żałuję i nigdy nie będę…

Chciałbyś/chciałabyś być całe życie oszukiwany/oszukiwana i żyć w kłamstwie? Chciałbyś/chciałabyś poznać prawdę nawet jeśli ta prawda wywróciłaby Twoje życie do góry nogami? Odpowiedziałam sobie na tak zadane pytanie i odpowiedź była tylko jedna: TAK, TAK I JESZCZE RAZ TAK!

Zapytasz po co mi to było, po co drążyłam temat, po co byłam natrętna i nieufna? Bo podświadomie czułam, że coś tu do siebie nie pasuje, że ściemniasz, że biorę udział w jakimś dziwnym przedstawieniu, a ja nie umiem budować jakiejkolwiek relacji na kłamstwie. Pamiętaj mnie można okłamać tylko raz, później zawsze będzie mi się zapalała czerwona lampka, „a co jeśli nie mówi prawdy…?”

Ta rozmowa była trudna dla nas obu, chyba nawet nie zdajesz sobie do końca z tego sprawy. Tak jak dla Ciebie to było trudne, tak dla mnie ważne, żeby to usłyszeć, żeby przestać się domyślać i żeby w końcu mieć pewność. W tym jednym momencie wszystko wydawało się takie proste, ok nie mam nic przeciwko, spoko będzie jak dawniej…  Jednak to tak nie działa. Włącza się myślenie i zaczynasz gdybać, a co jeśli…? Myślisz, myślisz i nagle dostajesz olśnienia: człowieku o czym ty myślisz? przecież to ciągle ta sama osoba, ktoś ci bliski i ważny. Problem nie tkwi w Nim tylko w tobie. To ty musisz się nauczyć żyć w nowej sytuacji. Wiem, że warto, bo ktoś ci zaufał.

Ale oczywiście życie to jedna wielka karuzela i jazda bez trzymanki. Za każdym razem kiedy myślisz, że już wychodzicie na prostą coś znowu zaczyna się dziać, jednym słowem końca nie widać. Starasz się jak umiesz najlepiej, a i tak okazuje się, że jest się winnym złu całego świata. Kładziesz się spać i mówisz, że nie masz już sił, że za dużo tego wszystkiego, a rano wstajesz i walczysz dalej. Bo wiesz, że warto… Bo w końcu to doceniasz, bo w końcu czuje, że zrozumiałeś, że możesz na mnie liczyć.  Bo w końcu jest między nami normalna relacja, prawda?

Ta jedna kartka nic nie zmieni, w nosie mam co tam będzie napisane… Po prostu może nas czekać kolejna przeszkoda do pokonania i celowo piszę w liczbie mnogiej, bo Osiołku nie licz na to, że się zawinę i ulotnię gdzie pieprz rośnie. Dużo o mnie można powiedzieć ale nie to, że jestem tchórzem! A wiesz dobrze, że mało rzeczy mnie już w życiu zdziwi. Choć wierze całą sobą, że wszystko będzie dobrze, że skończy się na strachu i nieprzespanej nocy, że teraz będziesz już uważał.

Gdybym miała złotą rybkę, albo magiczną różdżkę i mogła cofnąć czas, nie zmieniłabym nic, z tego co się wydarzyło. Więc nie mów mi, że mogłam tego wszystkiego nie wiedzieć, że nie musiałabym się o Ciebie martwić i żyć w tajemnicy, że żyłoby mi się lepiej i spokojniej, bo żyłabym bez Ciebie… Żyjmy tu i teraz, tak naprawdę, w końcu bez kłamstw. Wspierajmy się i liczmy na siebie wzajemnie i zamiast mówić po co Ci to było, powiedz: dzięki, że jesteś :)

Spowiedź dorosłego dziecka

Czy można kochać nie znając w ogóle danej osoby?

Czy istnieje coś takiego jak cząstka rodzica w dziecku?

Czy, mimo iż nigdy nie widziałeś ojca/matki na oczy mimo wszystko są Ci niewytłumaczalnie bliscy??

Odkąd zaczęłam swoje dorosłe życie, cały czas próbuję odpowiedzieć sobie na te pytania.

To taka nie do końca zabliźniona rana z dzieciństwa, rana, która pod natłokiem miliona różnych spraw zasycha, żeby znów zacząć sączyć się niepostrzeżenie. To jakaś cząstka mnie, której nie znam. Brakującym elementem mojej układanki jest, no właśnie, kto …? Młodzieńcza miłość mojej mamy, która ulotniła się wraz z pierwszym obowiązkiem?
Jej pomyłka? A może tak zwyczajnie, Tata…? Może mimo tego, iż wcale go nie znam to i tak nie potrafię, inaczej o, nim myśleć…?

Tata, tylko, co to właściwie dla mnie znaczy?

Tchórz, który ucieka, gdy życie stawia przed, nim obowiązki?
Ofiara miłości mojej Matki, która być może chciała więcej niż mogła dostać…
Cząstka mnie, której nigdy nie poznałam, a, której strasznie brakuje …?

Pogmatwane to, prawda? Ale właśnie tak to wygląda w mojej głowie. Setki wirujących pytań, układających się w przedziwne konfiguracje, z których wyłania się:
ŻAL, że nie było mi dane złączyć nigdy naszych dróg.
ZŁOŚĆ, że ktoś śmiał zadecydować za mnie i urwać kontakt, który jeszcze się dobrze nie narodził.
BEZSILNOŚĆ, z którą co jakiś czas podejmuję walkę, jednak jak na razie pojedynek jest strasznie jednostronny, zawsze przegrywam.
STRACH przed odrzuceniem, bo w końcu coś do Ciebie czuję… Tato…

Pamiętam doskonale okres młodzieńczego buntu. Czternaście lat na karku pozwalało na tamtą chwilę czuć się panem (panią) życia. Wtedy też po raz pierwszy natknęłam się na dokumentację sądową, z której wynikało, że Tata, dobrowolnie potwierdził ojcostwo, a nawet wnioskował o pełne uznanie, tak, żebym mogła nosić to samo nazwisko co on.
Pomyślałam sobie wtedy: Jaka czułość, tylko tyle, palant”. I bez większego trudu zapomniałam o tym fakcie.

Po raz kolejny nasze drogi skrzyżowały się, gdy miałam dwadzieścia lat i musiałam ustalić co dalej z alimentami. 3 dni próbowałam zebrać się w sobie i do niego zadzwonić, milion razy wstukiwałam numer i w ostatniej chwili kasowałam połączenie, jednak pech chciał, że 3 dnia za późno chciałam wykonać manewr rozłączenia.
Niestety, pierwszy sygnał… drugi… i On , pierwszy raz w życiu go słyszę.
Co czuję?
Mega zdenerwowanie, zakłopotanie i złość, że nie mam jak moi koledzy, normalnej rodziny…
Tą złość dopuściłam do głosu, to była najbardziej chamska rozmowa w moim życiu. By jeszcze bardziej Mu dopiec zwracałam się do niego “per nikt”, zero jakichkolwiek form grzecznościowych. W końcu powiedzmy, że się dogadaliśmy, rozmowa dobiegła końca, a ja wcale nie świętowałam triumfu. Nie czułam satysfakcji z tego, że może sprawiłam przykrość. Mi samej było przykro, że nie wykorzystałam szansy, że On jej również nie wykorzystał…
Noc minęła na płaczu i kurczowym ściskaniu zdjęcia, Jego zdjęcia, które kiedyś przypadkiem znalazłam i, które postanowiłam zachować… po co? Chyba, żeby mieć coś, co sprawia, że mimo wszystko jest realny. To zdjęcie to w końcu mój Tata, musiałam je ocalić przed zniszczeniem.

A dziś, kiedy mam własną rodzinę, kochającego męża i kilka życiowych doświadczeń w plecaku, marzę, żeby go poznać, żeby wreszcie tą układankę zakończyć.
Żeby brakujący puzzel się odnalazł.
Łapię się na tym, że myśląc o własnym dziecku nie myślę jaką będę mamą, tylko jakim Tatą będzie mój mąż. Z obserwacji wynika, że powinno być dobrze, jednak ja dalej się boję.
Chcę i nie chcę podjąć się tej odpowiedzialności. Ta trauma z dzieciństwa niepełnej rodziny, dalej we mnie tkwi. Moja blizna, choć niewidoczna daje o sobie znać.
I, choć wiem, że powinnam, że chcę wreszcie sobie wyjaśnić przeszłość, to strach przed odrzuceniem paraliżuje jak toksyna, nie pozwalając wykonać nawet minimalnego ruchu ku Tobie …

Przypomina mi się piosenka Dżemu “List do M”

Mój list mógłby brzmieć :

Tato piszę do Ciebie list
Czy ostatni, nie wiem …
na pewno pierwszy.
Jest głęboka i ciemna noc,
Leżę w łóżku, gdzie obok śpi ON
i tak spokojnie oddycha.
Z serca dobiega muzyka,
a z oczu toczy się łza.
Bo jest mi smutno,
że tylko w snach na chwilę Cię spotykam…
Wiesz Tato myślałam, że skrzywdziłeś mnie
a teraz wiem, że skrzywdził nas świat
szkoda, że tak późno pojęłam fakt,
że warto było wykorzystać jedną, jedyną z szans…